podróże z kotem, urlop z kotem, kot na kajaku, wakacje z kotem

Wiosna na Mazurach

Wróciliśmy na Mazury  na początku kwietnia. Wiosna zaczęła nieśmiało zaglądać do lasu choć drzewa były jeszcze bezlistne i szare. Jednak wśród zeschłych liści i uśpionych krzewów nieśmiało pojawiały się przylaszczki a potem zawilce. Trawa na łąkach była wciąż brunatna a wieczory i poranki chłodne ale ptaki nawoływały się już bardziej wiosennie. kot na kajaku

Nasz załadowany po brzegi „ kiciowóz” wtoczył się do leśnej osady po zmierzchu. Pręgowane natychmiast zaczęły się kręcić po aucie. Przyklejały nosy do szyby, wypatrując dokąd to przyjechały. Kiedy wysiedliśmy otoczyło nas wilgotne i rześkie powietrze. W domu również panował chłód więc Przemek najpierw zabrał się za rozpalanie ognia w kominku. Kotki od razu poznały miejsce! Śmignęły schodami na poddasze, gdzie podczas jesiennego pobytu miały swój pokój. Kiedy ogień powoli się rozpalał, my zajęliśmy się rozpakowaniem auta a one obwąchiwaniem wszystkich zakamarków w domu. KOT NA KAJAKU

Po raz kolejny zauważyliśmy z ulgą, że aklimatyzacja w nowym miejscu nie stanowi dla nich problemu. Bez wątpienia były nawet zadowolone, buszując po trzech kondygnacjach domu, u siebie nie mają przecież takich luksusów!

Budziły nas poranki pełne śpiewu ptaków i wolne od hałasów miasta. O tej porze roku ludzi w leśnej osadzie było naprawdę niewielu więc miejsce bardzo nam pasowało. Nie byliśmy tu na wakacjach niestety i choć Przemek większość dnia pracował, to jednak staraliśmy się zawsze znaleźć czas na wspólny spacer do lasu lub nad jezioro. A pręgowane? No cóż, pręgowane miały ferie wiosenne, które najzwyczajniej w świecie, jak zwykle im się należały 🙂

 

podróże z kotem, urlop z kotem, kot na kajaku, wakacje z kotem
podróże z kotem, urlop z kotem, kot na kajaku, wakacje z kotem
Łąka

Postanowiliśmy dać „żbikom” maksimum swobody, skoro już miały te ferie. I właśnie łąka się do tego idealnie nadawała! Na poranny spacer zabierałam kicie na leśną polankę, gdzie nie było ani ludzi ani samochodów, tylko szum drzew, odgłosy lasu i mnóstwo nowych zapachów.

Puszczałam je luźno z ich lekkimi smyczami z taśmy a one po prostu chodziły po polance i nasłuchiwały dźwięków małych zwierzątek w trawie. Bardzo je to intrygowało. Pręgowane nie próbują uciekać. Nie muszą – wiedzą, że każdego dnia dostaną swój ukochany spacer, choć jak to koty, nie zawsze reagują kiedy je wołam. KOT NA KAJAKU

Trzeba się więc wciąż mieć na baczności, żeby nie zniknęły w krzakach, goniąc za motylem. Na szczęście ciągnęły za sobą długie smycze w jaskrawych kolorach, które już nie raz pomogły zidentyfikować niesfornego futrzaka. Lubiliśmy patrzeć na ich beztroskie pyszczki, kiedy dostawały tę odrobinę wolności…

 

podróże z kotem, urlop z kotem, kot na kajaku, wakacje z kotem

Łąka okazała się być wspaniałym miejscem dla pręgowanych. I choć spacer zamiast godziny trwał dwie, to nigdy nie miały dosyć i nie chciały wracać do domu. Jednak łąki miały też swoją mroczną stronę. Budziły kocie instynkty łowieckie, ukryte w ich dzikich sercach! Próbowaliśmy z nimi walczyć i ratować życie myszy, jaszczurek i żab, wyciągając schwytane zwierzaki z pyszczków naszych drapieżników.

Nie zawsze nam się udawało a bywało i tak, że uratowana przez nas mysz, mimo wszystko została za chwilę wytropiona i ukatrupiona. W końcu przestaliśmy walczyć o każde życie… W lesie roiło się od małych stworzeń i nasze koty, nawet trzymane na smyczach, nie miały problemu by od czasu do czasu coś złapać. Poza tym pozbawianie upolowanej zdobyczy budziło w nich ogromną frustrację. Zrozumieliśmy wtedy, że walka z kocią naturą na dłuższą metę nie ma sensu. kot na kajaku

 

podróże z kotem, urlop z kotem, kot na kajaku, wakacje z kotem
Jezioro

Wiecie, że fascynacja naszych kotów brzegami jeziora przerosła nasze oczekiwania? Spodziewaliśmy się, znając ich ciekawskie usposobienie, że jezioro, ze swoimi tajemniczymi odgłosami i pluskaniem wody morze je zaintrygować. Jednak upodobanie pręgowanych do buszowania nad wodą było niesamowite.

Zeszłej jesieni Kicia dość niechętnie wchodziła na pomost i to tylko wówczas, kiedy sami na niego weszliśmy. Zachęcaliśmy ją wtedy by do nas dołączyła i tak się udało namówić ją kilka razy na zwiedzanie. Przypuszczaliśmy, że to nigdy nie będzie jej ulubione zajęcie ale bardzo się pomyliliśmy!

Wycieczki nad jezioro, na które nieraz wybieraliśmy się w domu, zaszczepiły najwyraźniej w naszych kiciach prawdziwy sentyment do wody. Kochały buszowanie nad brzegiem jeziora, włażenie na wszystkie wystające z wody pniaki i kłody. Ciekawiły je pomosty i rozwalające się mostki, szczególnie te ukryte w szuwarach, z których dobiegało głośne nawoływanie bąków i trzciniaków. Lubiły nawet mieszać łapami we wodzie i wyciągać stamtąd jakieś wodne rośliny. kot na kajaku

Wspaniale – pomyśleliśmy sobie, przecież my od zawsze uwielbialiśmy biwaki nad jeziorem. Być może uda nam się kiedyś wspólnie z pręgowanymi przeżyć jakąś fajną, namiotową przygodę?

 

mazury, sasek wielki, podróże z kotem, urlop z kotem, kot na kajaku, wakacje z kotem
mazury, żaba, wiosna
Kajaki

Zastanawiacie się po co zabieraliśmy koty na kajak? Może dlatego, że ich zaciekawienie jeziorem, inspirowało do postawienia im kolejnych wyzwań, a może po prostu dlatego, że są członkiami rodziny, z którymi lubi się wspólnie spędzać czas? Albo najzwyczajniej w świecie chodzi o to, żeby zwierzaki nie nudziły się same w domu, podczas gdy my świetnie się bawimy…

Ich widoczne upodobanie do zabaw nad wodą przekonało nas, że nie zaszkodzi spróbować.

  • Zobaczymy cwaniary co na to powiecie! – mówiłam do wpatrzonych we mnie dwóch par oczu, kiedy szykowaliśmy się do pierwszego rejsu. Wprawdzie Zakapi już w zeszłym roku miała okazję chwilę popływać na kajaku ale co do Kici miałam jednak pewne wątpliwości.

Tym razem nie było metody małych kroczków i stopniowego przyzwyczajania do kajaka, bo zwyczajnie nie mieliśmy na to czasu. Kiedy tylko zrobiło się cieplej, z niecierpliwością czekaliśmy na chwilę wolnego by popływać po jeziorze. Bez cerygieli zapakowaliśmy się do kajaka, zgarnęliśmy z pomostu futrzaki i „myk” już byliśmy na wodzie i oddalaliśmy się od brzegu.

A pręgowane? No cóż, troszkę się zdziwiły obrotem sprawy ale zaskoczenie nie trwało długo 🙂 Żadna nie schowała się w najdalszym kącie kajaka, gdzie przesiedziała w stresie do końca wyprawy – o nie! Po pierwszym zaskoczeniu najpierw ostrożnie zapoznały się z wnętrzem kajaka a potem obie ciekawskie wylazły na burtę i zaczęły łazić po dziobie i po rufie.

I tak już zostało. A z każdą kolejną wycieczką były coraz bardziej pewne siebie i rozbrykane. Nie trudno się domyśleć, że w końcu przez takie harce obydwie się doigrały i powpadały do wody! Myśleliśmy, że to je trochę stremuje ale nic takiego nie zauważyliśmy! Widać twarde z nich sztuki. Wspaniale było wspólnie obserwować z kajaka kaczki, perkozy i łabędzie.

Emocje sięgnęły zenitu kiedy podążaliśmy za bobrem, który ostrzegawczo uderzył w powierzchnię wody ogonem albo kiedy obserwowaliśmy sarnę, skaczącą do wody i przepływającą na drugi brzeg jeziora. To były niezapomniane przygody, które ekscytowały zarówno nas, jak i nasze koty. Obiecaliśmy sobie, że kiedy wiosna rozgości się już na dobre, spróbujemy zabrać je na spływ rzeką, gdzie mogłyby obserwować ważki, jętki i całe mnóstwo innych owadów, grasujących w rzecznych zaroślach. To byłoby dopiero szaleństwo! KOT NA KAJAKU

 

kot na kajaku, podróże z kotem, urlop z kotem, kot na kajaku, wakacje z kotem
podróże z kotem, urlop z kotem, kot na kajaku, wakacje z kotem

Życie pełne emocji zawsze ceniliśmy bardziej od tego komfortowego. Kto wie, być może nasze koty są podobnego zdania 🙂 Tak czy owak od tego momentu wspólne spacery przy jeziorze musiały uwzględniać już nie tylko wchodzenie na mostki ale też wszystkie zacumowane przy nich jednostki pływające, wobec których pręgowane nie mogły przejść obojętnie 🙂

Każdy wyjazd stawia przed naszymi kiciami jakieś wyzwania a nas zawsze uczy czegoś nowego i nie inaczej było również tym razem. Kilka tygodni minęło bardzo szybko… Jezioro żegnało nas deszczem. Umilkły odgłosy bąków i pokrzykiwania czciniaków. Sitowie szumiało poruszane wiatrem a okolica dosłownie tonęła w morzu wszechobecnej zieleni. Nad mazurskie jezioro i małą zagubioną w lesie osadę nadciągała burza.

Po ponad miesiącu wracaliśmy do domu ze świadomością, że najprawdopodobniej były to ostatnie odwiedziny w miejscu, w którym nasze kicie przyszły na świat. Kto wie, być może przeznaczenie miało jakiś cel, dla którego nasze drogi tutaj się spotkały. Życie bywa czasem bardzo przewrotne, żeby nie powiedzieć złośliwe! Pokazało szczyptę swojego poczucia humoru, kiedy z nas miłośników outdooru i podróży nagle uczyniło kociarzy…

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.