podróżowanie z kotem wakacje z kotem wyjazdy z kotem opieka nad kotem szczęśliwy kot kot w mieszkaniu podróże z kotem urlop z kotem kot w podróży

Miułmiułek poznaje świat – jak się zaczęły podróże z kotem

Miułmiułek ma pięć miesięcy. Siedzi i rozgląda się zaciekawiony. Czuje, że dzisiaj coś się na pewno wydarzy…

Wstaliśmy wcześniej niż zwykle i zaczęło się niecodzienna krzątanina. Pod drzwiami przybywało większych i mniejszych toreb i plecaków. Kiedy kuwety zostały wystawione z łazienki sprawa była już bardzo poważna.   Ani Zakapi ani Kicia nie mogły usiedzieć spokojnie. Kręciły się między bagażami i zaglądały do kartonu, w którym znajdowały się ich zabawki, karma oraz legowiska. Wreszcie poszliśmy na spacer a po powrocie wszyscy razem z bagażami i kotkami zapakowaliśmy się do naszego „kiciowozu” i ruszyliśmy w drogę.

Czekało nas kilka godzin jazdy i zastanawialiśmy się jak nasze kociczki dadzą radę. W miarę możliwości dostosowaliśmy auto do ich potrzeb ale nie mieliśmy pojęcia jak zniosą podróż. Za przednim siedzeniem pasażera ustawiliśmy kuwetę. Na tylnym siedzeniu miały do dyspozycji otwarty transporter oraz miejsce do leżenia. Natomiast główne legowiska znajdowały się na kracie oddzielającej bagażnik auta. Wiedzieliśmy, że nie możemy zamknąć kotów w transporterze na kilka godzin, bo to wywołuje u nich panikę i agresję. Dlatego już wcześniej, podczas wspólnych wycieczek do lasu, przyzwyczajaliśmy zwierzaki do podróżowania na wiszących legowiskach. Polubiły te miejsca, ponieważ mogły stamtąd obserwować świat przez okno i dzięki temu teraz było już trochę łatwiej. PODRÓŻE Z KOTEM

Zakapi znosiła podróż wyśmienicie i zupełnie bezstresowo. Kicia radziła sobie trochę gorzej z całym swoim podekscytowaniem. Przez pierwszą godzinę jazdy kręciła się po aucie, czasami nawet cicho pomiaukiwała. W końcu jednak ona również się uspokoiła i umiejscowiła się wreszcie na stałe na swoim legowisku. Pomogła jej Zakapi, która widząc zaniepokojenie swojej mamy troskliwie wylizała jej pyszczek i uszka. Zatrzymaliśmy się w drodze dwukrotnie by zwierzaki mogły rozprostować łapy. Wyszukaliśmy leśny parking i poszliśmy wszyscy się przewietrzyć. Ponownie fakt, że obie były przyzwyczajone do szelek i spacerów w nieznanym terenie, ułatwił nam teraz życie. Bez problemu mogliśmy się przejść wokół parkingu i pooddychać świeżym powietrzem. Zatrzymaliśmy się jeszcze w ostatnim sklepie na trasie jazdy,  zakupiliśmy zapasy żywności a potem piaszczystą drogą wjechaliśmy ponownie do lasu.

Chłodny, listopadowy dzień powoli chylił się ku końcowi i zanim dojechaliśmy na miejsce, zapadł zmierzch. W blasku samochodowych świateł, stare drzewa i zarośla rzucały nieco upiorne cienie. Dostrzegliśmy na drodze kilka par świecących w ciemności oczu – to stadko saren przemierzało leśną drogę.

  • Zobaczcie sarenki! – zawołałam do naszych „żbikuni” jakby mogły mnie zrozumieć. Kiedy jednak odwróciłam się w ich stronę, zadowolona zauważyłam, że dostrzegły przez okno uciekające do lasu zwierzęta. Były podekscytowane. Ciemność, las, wyboista droga i cienie poruszających się zwierząt wzbudzały emocje.
  • I dobrze – pomyślałam. Przecież właśnie po to jechaliśmy razem z kotami w to oddalone od cywilizacji miejsce na Mazurach.

Dom był strasznie wychłodzony ale kiedy tylko uporaliśmy się z wniesieniem bagaży, Przemek rozpalił ogień w kominku. Wybraliśmy się jeszcze na krótki spacer. Kiedy tylko wyszliśmy przed dom od razu odpowiedź na nurtujące nas pytanie stała się jasna. Kicia poznała miejsce, bez najmniejszych wątpliwości. Obwąchała pozostałości sterty drewna, gdzie jej kociaki przyszły na świat i poznała szopkę, w której zostawialiśmy jej jedzenie. Chciała natychmiast ruszyć przed siebie, ścieżkami którymi biegała tu przez całe swoje dotychczasowe życie ale niestety teraz ograniczała ją smycz. Po tych kilku miesiącach nieobecności stała się kotem domowym, członkiem naszej rodziny, który zyskał miłość i opiekę kosztem wolności. Nie wiem jak wysoka była to cena ale o jej przywiązaniu do nas byliśmy przekonani. Obiecaliśmy sobie, że z całych sił będziemy się starać żeby życie naszych kotek nie było nudne i by wypełniało je jak najwięcej pozytywnych emocji.

Wokoło panował chłód i absolutna cisza. Szliśmy leśną ścieżką z latarkami na głowach a kotki, które Przemo prowadził na smyczach podążały za mną. Dotarliśmy nad wodę i Zakapi po raz pierwszy w życiu miała okazję zobaczyć jezioro! Po ciemku wprawdzie zbyt wiele nie było widać ale i tak była zachwycona. Delikatny wietrzyk lekko marszczył wodę i nasz Miułmiułek ekscytował się malutkimi falami, które powstawały na brzegu. W drodze powrotnej przez las zatrzymaliśmy się na kilka minut i zgasiliśmy latarki. Z początku otoczyła nas ciemność a kiedy wzrok już się przyzwyczaił pojawiło się nad nami niebo pełne gwiazd, na tle których czernią odcinały się korony drzew. Kotki stały chwilę w bezruchu. Niepewne i czujne, trzymały się blisko nas. Po chwili jednak poczułam, że czyjeś łapy z pazurkami wspinają się po mojej nodze jak po pniu drzewa. Jak można się było domyślać, to Zakapi bezceremonialnie gramoliła się do góry by wziąć ją za pazuchę 🙂 Wróciliśmy więc do domu i spędziliśmy wieczór przy kominku, grzejąc się w jego cieple i popijając herbatkę z cytryną. PODRÓŻE Z KOTEM

 

podróże z kotem, wyjazd z kotem, urlop z kotem, podróże z kotem, kot w podróży, wakacje z kotem, wycieczki z kotem, kot na wycieczce
podróże z kotem, wyjazd z kotem, urlop z kotem, podróże z kotem, kot w podróży, wakacje z kotem, wycieczki z kotem, kot na wycieczce

Dni były krótkie, chłodne i czasem mgliste. Kilka deszczowych a kilka mroźnych. Sąsiednie domki stały puste gdyż ani pora roku ani pogoda nie zachęcały raczej do siedzenia w lesie. My jednak od zawsze uwielbialiśmy takie klimaty i nieco mroczny, jesienny nastrój wcale nam nie przeszkadzał. W nowym miejscu kotki zaaklimatyzowały się bez przeszkód. Spały na swoich legowiskach i obserwowały ptaki i wiewiórki przez okno. Chodziliśmy z nimi w nasze ulubione miejsca i cierpliwie pracowaliśmy nad tym, by coraz lepiej czuły się wychodząc na spacery na smyczy i by przyzwyczajały się do wycieczek w różnych warunkach pogodowych.

Czas szybko mijał, wypełniając dni wrażeniami. Były wycieczki nad mgliste, tajemnicze brzegi jeziora, gdzie Kicia i Zakapi nasłuchiwały odgłosów bobrów, był zapach zbutwiałych liści, powiew chłodnego wiatru znad jeziora, dotyk chropowatej kory pod łapami, przemierzanie leśnych ścieżek po zmroku, spotkanie z lisem i z łosiem. Wszystko to sprawiało, że kotki wąchały, nasłuchiwały a ich oczy otwierały się z podekscytowania. Były też spacery na pomoście, wejście na lód, buszowanie w przybrzeżnych zaroślach, niespodziewany deszcz, mokra trawa, krótka wycieczka Zakapisi kajakiem, zmęczone łapy, chłód poranka, zapach zwierzęcej sierści i rybki! Tak, rybki urzekły naszego Miułmiułka. Zaczarowały do tego stopnia, że kiedy pewnego wieczoru weszliśmy na pomost i mała zobaczyła w świetle latarki zwinną pręgowaną rybkę, nie bacząc na nic wykonała skok z pomostu do wody! Jakie było jej zdziwienie kiedy woda okazała się głęboka i wlała się do noska! Na szczęście Przemek był blisko. Zaraz wyciągnął szkraba z jeziora i schował za pazuchę. Było potem grzanie się przy kominku i wylizywanie futerka w nieskończoność. I z takim mocnym akcentem  zaczął Miułmiułek poznawać świat 😉

Tymczasem nad naszym życiem zbierały się chmury. W zimnych podmuchach wiatru przeczuwaliśmy już nadchodzące zmiany . Jednak Miułmiułek o niczym nie wiedział a my jeszcze próbowaliśmy nie myśleć o nadciągającej nawałnicy…

podróże z kotem, urlop z kotem, podróżowanie z kotem, wakacje z kotem, wyjazdy z kotem, opieka nad kotem szczęśliwy kot, kot w mieszkaniu, z kotem nad jeziorem, z kotem na Mazurach
podróże z kotem, wyjazd z kotem, urlop z kotem, podróże z kotem, kot w podróży, wakacje z kotem, wycieczki z kotem, kot na wycieczce

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.