Phang Nga i Wyspa Jamesa Bonda

W Phang Nga znalezlismy najtanszy jak do tej pory hotel w Tajlandii i placimy za pokoj tylko 150 THB. Okazalo sie, ze mielismy racje i rzeczywiscie tutejsze ceny oferowanych wycieczek sa bardziej przystepne. Za calodzienny tour zaplacilismy 1600THB za dwie osoby. Oczywiscie zamiast luksusowej speed boat plynelismy zwykla, ta halasliwa upierdliwa lodzia zwana  tu „long tail”. W ofercie nie ma pływania kajakiem ( co jednak i tak nam nie robilo roznicy bo tu mozna plywac kajakiem tylko z wynajetym wioslarzem, co uwazamy za trochę chory pomysl, przecież jesteśmy pełnosprawni 🙂 a lunch jest w postaci pikniku na jakiejs kamienistej plazy a nie w restauracji w muzulmanskiej wiosce na palach.

Zatoka jest bardzo ladna jedank nasze zdjecia nie oddaja w pelni jej uroku, poniewaz pogoda byla pochmurna. Formacje skalne sa bardzo podobne do tych, ktore podziwilaismy wokol Phi Phi jednak tutejsza woda nie dorownuje jej czystoscia. Jest za to sporo grot w ktorych fajnie mozna by poplywac kajakiem ale to wspomniany wczesniej wioślarz decyduje gdzie i jak dlugo bedziesz pływal i gdzie sie zatrzymac. Brrr… taka opcja zdecydowanie nie dla nas.

Wyspa Bonda okazała się być miejscem ze wszech miar przeludnionym!  TŁumy ludzi chcą zobaczyć to miejsce tylko dlatego, ze kiedys krecono tam film. Sama skala jest ciekawa ze wzgledu na swoj ksztalt ale raczej niepozorna i sporo jest podobnych skal w zatoce. Ale ze względu na James Bonda wszyscy upodobali sobie właśnie tę jedną 🙂 W dodatku rozstawiono tam mase straganow z kiczowatymi pamiatkami. Powyzsze stragany nie pozwalaja zrobic ladnych zdjec. Brakuje jeszcze tylko bud z lodami ( moze niedlugo sie tam pojawia) i restauracji z zawieszonymi na scianach rekwizytami z filmu. Wyspa bylaby calkiem przyjemnym miejscem gdyby nie ten rozglos wokol niej. Za wstep na wyspe placi sie 100THB ale zwykle ten koszt jest wliczony w koszt wycieczki. Bylismy tez w muzulmanskiej wiosce na palach. Małej i przycupnietej przy jakiejś wysepce z wyrozniajaca sie wsrod domeczkow złotą kopułą meczetu. Wioska jest oczywiście całkowicie skomercjalizowana, pełno tu restauracji z owocami morza i pasaż z pamiątkami. Odwiedziliśmy także jaskinię ( prawdopodobnie Diamond Cave, nie jestesmy pewni bo kierowca łodzi nie mówił po angielsku ani slowa, chyba,ze slowo „halo” mozna uznac za angielski 🙂 ) W jaskini jest mnóstwo stalagmitow, stalaktytow i stalagnatow. Mozna takze zobaczyc male nietoperki, spiace pod sklepieniem albo obudzone przez turystow, które nerwowo krążą nad glowami. 

I na tym kończy się już właściwie nasze zwiedzanie i odkrywanie nowych miejsc podczas tej wyprawy. Niestey pięć miesięcy minęło bardzo szybko i czas wracać do domu…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.