Hanoi

Tym razem mielismy szczescie. Z hotelu poszlismy na przystanek i autobusem podjechalismy do dworca. Tam juz czekal autobus do Hanoi. Problem tylko w tym, ze nie zdazylismy zjesc sniadania przekonani, ze na dworcu trzeba bedzie swoje odczekac i zdazymy cos skonsumować. Tak wiec 3,5 godzinna podroz przetrwalismy jedząc mandarynki i popcorn oraz katując się opowiesciami o buleczkach z serkiem i szyneczka lub sucha krakowska!

Na dworcu w Hanoi spotkała nas miła niespodzianka. Tubylcy pomogli nam znalezc wlasciwy autobus miejski, gdzie w dodatku sprzedano nam normalne bilety bez próby oszukiwania i jakby tego było mało, nie chciano nawet pieniedzy za bagaze! Byliśmy zaskoczeni taką zmianą. Wyglądało to trochę tak, jakbyśmy znaleźli się w innym kraju. Dało sie dobitnie odczuc, ze na polnocy Wietnamu ludzie sa inni, choc nie mozna mierzyc oczywisciwe wszystkich jedna miarka bo np. w Hue kelnerka w restauracji nie chciala od nas napiwku i jeszcze wołała za nami gdy w pospiechu opuszczajac restauracje zapomnielismy o aparacie! Dotarlismy do Starego Miasta nad jezioro, gdzie znajduja sie hoteliki. Oczekiwalismy, ze ceny nie beda niskie i mielismy racje. Tutejszy hotel jest naszym najdrozszym w calej podrozy oprocz pierwszego noclegu na Sri Lance. Placimy 15$ za dwuosobowy pokoj, ktory oferuje nizszy standard niz poprzedni hotel za 8$. No ale coz – stolica ma swoje prawa!Ponieważ byliśmy troche zmeczeni po podrozy, tego dnia udaliśmy sie tylko na bazar Dong Xuan Market.

Muzeum Ho Chi Minha

Wybralismy sie na zwiedanie jak to bywalo na wycieczkach szkolnych za czasow komuny. Idac spacerkiem przez miasto zmierzalismy w strone kompleksu Ho Chi Minha. Najbardziej interesowalo nas Mauzoleum w ktorym leza zmumifikowane zwloki PRZYWODCY. Jednak teren jest tak rozlegly że z marszu trafilismy do muzeum a na szukanie mauzoleum juz nam nie starczylo desperacji, zwlaszcza, ze nie mozna tam robic zadnych zdjec. Muzeum to jedna wielka propaganda. Trzymane w nieskazitelnej czystosci i wyswietlajace edukacyjne filmy w jeyku angielskim o zyciu i dzialalnosci wodza. Dotarlismy takze do miejsca gdzie, jak mowi tablica informacyjna, lezy wrak amerykanskiego bombowca B-52, zestrzelonego przez „wietnamska armie i lud Hanoi”. Nad wrakiem góruje propagandowy plakat z komunistycznymi haslami. Po tej dawce emocji udalismy sie nad jezioro zachodnie gdzie znajduje sie najstarsza w Hanoi Pagoda Bach Ma. Powloczylismy sie po miescie do wieczora i poszlismy do hotelu szykowac sie na jutrzejszy wyjazd do Dien Bien Phu czyli do granicy z Laosem. Pomimo starych uliczek w centrum, Hanoi wcale nas nie urzeklo, jak kazde duze miasto. Ogromny ruch halas, to sa rzeczy ktore nas skutecznie zniechęcają do dłuższego przebywania w miastach – molochach. Sprobowalismy takze lokalnych specjalow czyli rybe Cha Ca oraz tutejszego rosolku. Warte sa posmakowania!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.