Hoi An, Wietnam, Azja, podróżowanie po Wietnamie, podróżowanie po Azji

Danang i wycieczka do Hoi An

Do Danang wybralismy sie tylko po to, zeby uniknac wysokich kosztow noclegu. Misato nie ma wlasciwe nic do zaoferowania turystom ale znajduje sie w poblizu Hoi An, zabytkowego miasta pioeknie polozonego nad rzeka. Nasze przewidywania sie zprawdzily i w Danang za hotel placilismy okolo 8 $ podczas gdy w Hoi An ceny wynosily okolo 20$. Napewno sa tez tansze noclegi ale z powodu mnostwa turystow nie bylo miejsc w hotelach. Do Danang dotarlismy po calonocnej podrozy autobusem (bardzo komfortowym). Dopiero w czasie podrozy autobusem zobaczylismy naprawde pierkne dzikie gory w Wietnamie. Najlepiej byloby je zwiedzac jadac motorem ale sa to spore odleglosci i dojazd tam z Dalat trwalby okolo 2-3 godz. Do tego w gorskich wioskach trudno o jakikolwiek nocleg i jedzenie. Chyba ze u tubylcow ale z nimi trudno sie dogadac lub gdyby miałosię ze sobą cały niezbędny biwakowy ekwipunek. Po za tym Wietnaczycy juz sie nauczyli, ze od bialego należy wyciągać kase ile tylko sie da, choć może w nieturystycznych miejscach wyglądałoby to trochę inaczej.

Z Danang, ktore jest czwartym co do wielkosci miastem w Wietnamie, udalismy sie autobusem na zwiedzanie Hoi An. Normalna cena za bilet do Hoi An wynosi 10000VND ale dla bialych jest kilkakrotnie wyzsza i uzalezniona od widzimisię kierowcy. Autobus zlapalismy na ulicy i zapytalismy jakiegos podrozujacego Wietnamczyka ile kosztuje bilet do Hoi An. Spytal biletera i podal nam cene 10000 VND ale gdy bileter zobaczyl, ze Wietnamczyk nam przekazuje te informacje bardzo sie zdenerwowal, zbeształ biednego chlopaka, ktory zaraz przekazal nam, ze bilet nie kosztuje 10000 tylko 30000. Zaplacilismy, bo nie bylo rady. Hoi An jest malym, milym, spokojnym miasteczkiem. Na starowke mozna wejsc za darmo ale, zeby zobaczyc kilka zabytkowych, wybranych miejsc trzeba wykupic bilet za 75000VND od osoby. Miasteczko slynie z produkcji jedwabnych lampionow ktore zdobia domy na zabytkowych uliczkach i wieczorem musza wygladac naprawde pieknie. Zwiedzilismy stary japonski most, muzeum, miejsce spotkan chinczykow ( Assembly Hall) i stary dom. Spedzilismy tam kilka godzin chodzac po zabytkowych uliczkach i fotografujac. Bardzo przyjemne miejsce, zeby sie zatrzymac na kilka dni ale mnogość turystow trochę do tego zniecheca.

Wieczorem w autobusie powrotnym bileter juz zazadal 50000VND od osoby ale dostal 30000VND tyle ile zaplacilismy w drodze do Hoi An. Do konca nie wiedzielismy ile naprawde kosztuje bilet i postanowilismy to sprawdzic nastepnego dnia na dworcu. Chcielismy pojechac do Marble Mountains a to wymagalo jazdy tym samym autobusem co dzien wczesniej. Na dworcu nikt nie chcial nam podac ceny za bilet. W koncu ktoś z obsługi nam powiedzial, ze to zalezy od kierowcy. W tym czasie nawinął sie autobus na ktorym byla podana oficjalna cena 10000VND ( wiemy, bo mamy rozmowki angielsko-wietnamskie). Kierowca jedanak zazadal od nas po 2$ (ok. 34000VND) a w innym autobusie bileterka chciala 20000VND od osoby. My jednak sie upieralismy przy kwocie jaka widniała na autobusie. Kierowcy więc zwyczajnie nas ignorowali i odjezdzali. Wtedy ktoś z miejscowych nas łaskawie poinformował, ze białych za taka kwotę nigdy nie wezma. Stwierdzilismy, ze Wietnamce nie sa wcale takim biednym narodem skoro wola nic nie zarobic niż przewieźć bialego za normalna cenę. My tez bylismy uparci i w koncu zrezygnowalismy wogole z wyjazdu. Nie chodzilo nam juz o te 20000 czy 30000VND bo to sa sprawy groszowe ale o sama zasade i uczciwosc, ktorej próżno tutaj szukać. Prawda jest taka, że kantują turystę na każdym kroku. Bo tak jak w całej Azji przykład idzie z góry i nawet oficjalne ceny biletów wstępu do znanych turystycznych atrakcji dla białych turystów są zawsze od kilku do nawet kilkudziesięciu razy wyższe! W ten sposób Azjaci uczą się, że z turystów zagranicznych zdzierać należy. Widać, że w Wietnamie to przekonanie jest tak silne, że wzięcie od białego takiej samej zapłaty jaka obowiązuje dla lokalnych mieszkańców było by szczytem dyshonoru a z pewnością skutkowałoby też pogardą i szykanami ze strony kolegów i sąsiadów. Z drugiej strony u nas w Polsce za czasów komuny też panowała ta mentalność i turyści z zachodu również za wszystko płacili więcej. Zatem pewnie to przypadłość ubogich społeczeństw. Jesli jest ktos bialy kto nie przeplacal w Wietnamie to zasluguje na uznanie. Tymczasem czeka nas jeszcze jedna przeprawa z Wietnamcami podczas, ktorej potrafia niezle ludzi naciagnac na spore pieniadze. Mianowiecie podroz do granicy z Laosem. Opiszemy to za kilkanascie dni 🙂 
Zastanawialismy sie nad mentalnoscia tych ludzi i doszlismy do wniosku, ze to oszukiwanie bialasow to sprawa honoru.   Z drugiej strony maja oni w wielu kwestiach wyższa kulture niz polskie spoleczenstwo. Np. W Danang w parku jest smok zrobiony z talerzy i innych ceramicznych naczyń. Spokojnie sobie stoi i nie widac na nim, zadnych uszkodzen. Jesteśmy pewni, że w Polsce juz dawno zostaly by tylko resztki. Mlodziez i pijaczki rzucali by w niego czym sie da lub pokradli naczynia. Tak wiec zeby zrozumiec mentalnosc tego spoleczenstwa trzeba wziac pod uwagę ustroj w jakim zyja, warunki w jakich sie wychowuja i zapewne niedaleka przeszlosc wojenna. Nie należy tych ludzi od razu negatywnie oceniac, co nie znaczy że ich zachowanie nie jest irytujące! Zatem nasza rada jest taka: podrozujac po Wietnamie plac tyle ile uwazasz, ze warta jest dana rzecz a nie dociekaj jej prawdziwej ceny bo raczej sie tego nie dowiesz. Np. kupowaslismy bułki jednego dnia za 3000VND a nastepnego dnia ta sama osoba za takie same bulki chciala juz 4000VND. Takich przykladow jest cala masa. Oczywiscie na targowiskach czy w przydroznych straganach mozna i nalezy sie targowac. I trzeba z tego skrzętnie korzystać 🙂

Nastepnym punktem na planie naszej podrozy jest Hue. Postanowilismy tam pojechac pociagiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.