Wigilia w Varanasi

Varanasi to ponoc  jedno z najstarszych miast świata, na pewno ma swoją aurę niezwykłości i specyficzny klimat. Wydało nam się całkiem dobrym miejscem na spędzenie wigilii. Na miejsce dotarlismy z czterogodzinnym opoznieniem ( ONLY :)) i zaraz na dworcu kupilismy bilet do Kalkuty na 26.12 ponieważ na 31.12 mieliśmy już kupiony bilet na samolot do Bangkoku. Stamtąd zaplanowaliśmy wybrać się jeszcze do Wietnamu, Kambodzy i Laosu. 

Po przyjezdzie i zakwaterowaniu sie w hotelu poszlismy na spacer nad rzeke. Od razu wciągnął nas specyficzny klimat, o którym już wspomniałem, zaintrygowały ciekawe widoki i interesujaca okolica. Tradycyjnie wszędzie trzeba bylo się opędzać od naganiaczy różnego rodzaju ale czuliśmy się tu znacznie lepiej niz w Delhi czy Agrze. Być może dlatego, że przy Gangesie znajduje sie dosłownie labirynt waskich uliczek, w ktorych zdaje się być nieco spokojniej.  Nie ma az tak duzego ruchu i powietrza nie rozdziera ciągłe wycie klaksonów, jeżdzą tylko motory i rowery oraz oczywiście przemieszcz się mnóstwo ludzi i krów. A jak krowy, to również odchody, wiec trzeba patrzeć pod nogi i lepiej nie wychodzić w sandałach 🙂

Kolacje wigilijna zjedlismy w restauracji w naszym hotelu (serwują tu dobre jedzenie). Oczywiscie nie byla to tradycyjna polska kolacja. Jedlismy kurczaka w sosie slodko-kwasnym z ryzem, kurczaka z frytkami oraz na deser salatke owocowa z lodami a zamiast oplatka przelamalismy sie plasterkiem ogorka 🙂 Ryb tu nie podaja a nawet gdyby podawali to pewnie nikt by nie zamowil w obawie, ze wylowione z Gangesu 🙂 Wieczorem spacerowalismy przy Ghatach czyli miejscach gdzie znajduja sie specjalne platformy lub zejscia do wody. Tutaj skupia sie życie religijne miasta. Obserwowaliśmy jakas hinduska ceremonie prowadzona przez mnichow w okazjonalnych strojach. A na rzece pływalo tysiące świec ozdobionych kwiatami, które stwarzały bardzo niezwykły nastrój. Ten nastrój również nam się udzielił i sprawiał, że cała ceremonia miała niezwykły charakter. Wigilia w Varanasi była więc zupełnie wyjątkowa…

Kolejny dzień rozpoczelismy dosc wczesnie, bo już okolo 6 rano. Wybralismy sie na spływ Gangesem wzdluz Ghat podczas wschodu slonca. Myslę jednak, ze dla mnie nie byl to najlepszy pomysł ze względu na stan zdrowia. Niestety dokuczała mi goraczka, katar i bol glowy. Rejs trwal okolo dwoch godz a gdy przyszło do płacenia to przewoźnik, jak zwykle, próbował nas oszukać ale twardo się sprzeciwiliśmy tym niecnym zapędom. Zastosowalem swoj stary skuteczny sposob. Albo place tyle ile bylo umówione albo wcale. A poniewaz niezle bolala mnie wtedy glowa nie mialem ochoty na dluzsze dyskusje Hindusem. Zaplacilismy 200Rs za 2 godz pływania a chciał od nas 300Rs. Widać było na dodatek, że gość był na bakier z matematyka, bo z tego co wyliczył po powrocie powinnismy zapłacic 600Rs. Wiec nie wiadomo dlaczego żądał 300Rs. Po prostu takie są realia indywidualnego podróżowania po krajach Azji.  Trzeba z ludźmi niestety postepowac twardo, bez skrupolow i cały czas uwazac by nie dac sie oszukac. Absolutnie trzeba sprawdzac wszystkie rachunki a w hotelu pytac czy podana cena za pokoj jest cena ostateczna czy tez pozniej dolicza jakis podatek a bywa, ze i dwa! Gdy nam powiedzilei w Varanasi cene za pokoj w wysokości 300Rs a potem zapytalem o podatek i miał wynosić 8%, to oznajmiłem, ze rezygnuję i  ide szukac innego hotelu. Wówczas od razu spuścili z tonu i juz nie trzeba bylo płacić podatku. Jeśli jest konkurencja, to takie chwyty zwykle działają.

Ale wracajac do rzeczy. Slonce wschodzilo bardzo ladnie a my moglismy obserwować tradycyjne obrazki znad Gangesu. Ludzie na brzegu skrupulatnie się myją w wodach świętej rzeki, zęby tez myja w tej „czysciutkiej” wodzie, obok inni ludzie robią pranie a jeszcze w innym miejscu wrzucaja popioly po kremacji do rzeki. Inny obrazek to rozkładające się ciało krowy, leżące w wodzie tuz przy brzegu. Varanasi to miejsce, w którym dosłownie życie miesza się ze śmiercią. Gdy zobaczyłem, ze ludzie myja obok naczynia w tej wodzie to mialem tylko nadzieje, ze to nie z naszej restauracji hotelowej 🙂 Spacer nad brzegiem dostarcza najróżniejszych doznań. Kiedy sie przechodzi obok dwoch Ghatow gdzie są palone zwloki, w powietrzu czuć troche dziwny, mdły zapach.  Obok stanowiska kremacyjnego bedacego w czasie pracy, kiedy zawiewa wiatr przechodzień często cały zostaje obsypany popiolem z palonych zwłok. Nam też się to przydarzyło 🙂 Życie i śmierć nieustannie się tu przeplatają. Trudno w kilku słowach opisać panującą przy Ghatach atmosferę ale Varanasi to z pewnością jedno z najbardziej niezwykłych miejsc na świecie …

W międzyczasie Dorus kupila sobie jakies ciuszki za 20zl. Gdy przymierzala ubrania sklepikarz chcial ze mna rozmawiac na rozne tematy, wiecsię wykręciłem, mówiąć, ze moj english is very poor ( co zreszta jest prawda) . Natomiast gdy przyszlo do placenia to zajechalem czysta angielszczyzna, ze chce malutka obnizke. Wtedy on zaczal sie smiac, ze do targowania to moj angielski jest bardzo dobry.:) Powiedzialem mu, ze targowaia nauczylem sie w Nepalu:)
Do lozka polozylem sie okolo 17.30 i dopiero na drugi dzien rano z niego wylazlem. Noc do latwych nie nalezala. Raz zimno raz goraco, zlany potem, najwyraźniej musiałem załapać jakiegoś wirusa…

 

 Chcialem zaznaczyc, ze w dniu wyjazdu z Polski mialem na sobie spodnie, ktore z trudem zapinalem a teraz spadaja ze mnie:) Wrocilem chyba do lini z mlodych lat 🙂 Dorus sie zarzeka, ze po powrocie do Polski bedzie tylko lezec i jesc 🙂 

Dzis spędziliśmy dzień zwiedzając jedną z tutejszych świątyń a potem jak zwykle poszliśmy na spacer nad rzeczka. Siedzac nad Gangesem obserwowalismy jak Hindusi ubieraja tutejszej produkcji stringi po kapieli w swietej rzece. Dorotce bardzo sie podobalo:)

Potem próbowaliśmy w zamieścić jakieś zdjęcia ale to nie do ogarnięcia z tutejszym sprzętem. Zwykle komputery nie maja gniazd USB, prad czesto wylaczaja i prawie w kazdej kafejce chcieli od od nas nr paszportu lub nawet je skanowali. Ma to niby zapobiegać terroryzmowi!?

Ktoś powiedział, że Indie albo się kocha albo ich nienawidzi. Pomyślałem, że doświadczając tego wszystkiego rzeczywiście trudno pozostać obojętnym. Ten kraj ma swoje cienie i blaski ale my już wiedzieliśmy, że na pewno chcielibyśmy jeszcze kiedyś tu wrócić… To był nasz ostatni dzień w Varanasi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.