Pożegnanie z Nepalem

Po wycieczce do lasu, o godz 9.30 wyruszylismy autobusem do Kathmandu. Dotarlismy ok. 15.00 i udalismy sie do naszego hotelu, gdzie zostawilismy plecak przed trekkingiem. Cena za pokoj byla juz nizsza o 100 Nrs, czyli wynosiła 300 Nrs. Było już całkowicie po sezonie. Odpoczywaliśmy przez kilka dni w Kathmandu, szykując się do opuszczenia Nepalu i dalszej podróży. Czuliśmy,że szkoda będzie wyjezdzac z tego kraju ale kończyła się nam wiza  a poza tym, nadchodziła zima i robiło się coraz zimniej. Nepalczycy chodzili już poubierani na cebulke, w czapkach i puchowych kurtkach. Kobiety poowijane szlami i chustami ale na nogach wszyscy oczywiscie niesmiertelne klapersy nosza 🙂 Mozna ubierac letnie sukienki na grube swetry, laczyc kolory np. czerwienie i pomarancze z rozem – nikt tu nie ma problemu z moda. Jezdzac po kraju ma sie wrazenie ze 90% mieszkancow trudni sie handlem. Tu wszyscy wszystko sprzedaja. Owoce, warzywa, tkaniny i ogromne, niezglebione morze chinszczyzny a wszystko to spowite zapachem wszechobecnych kadzidelek. Poza tym kurs dolara ciagle spadał. Gdy przyjechalismy w listopadzie do Kathmandu wynosil 78 NRs a teraz 73.5 NRs, co oczywiście sprawiało, że wszystko stawało się relatywnie droższe.

Przemek niestety sie przeziebil bo w naszym hotelu były nieszczelne okna i w nocy mocno wialo. Od naszych znajomych Oli i Michala, ktorzy jutro wracaja do Polski dostalismy zapasy zupek, karimaty i inne przydatne rzeczy 🙂 Mozemy więc ruszac w dalsza droge. Chcielismy wyslac stad paczke do Polski ale drogo to kosztuje wiec kupilismy torbe i wszystkie rzeczy zabieramy ze soba do Indii i dopiero tam je wyslemy. Tutaj paczka 10 kg kosztuje (sea cargo) ok. 60 $ a lotniczo prawie 115$. Zobaczymy ile skasują nas w Indiach.

Przeprosiliśmy się też z chinska knajpką na Thamelu, w ktorej poprzednio sie zatrulismy 🙂 Jest troche spelunkowata i z karaluchami ale daja tam tanie i smaczne potrawy. Na przyklad za 100 NRs mozna zjesc sniadanie w postaci platkow z mlekiem, soku, herbaty, 2 jajek oraz tostow z maslem i dzemem.

Dzisiaj po kilkudniowym odpoczynku w Kathmandu wyjedzamy z Nepalu do Indii. O godzinie 14.00 mamy autobus do miasteczka Mahendrnagar a stamtad do granicy. Czeka nas ponad 18 godzin podrozy. Po przekroczeniu granicy planujemy pojechać do Delhi.

Podroz autobusem zajela nam w sumie 18,5 godz. Troche zdretwielismy przez ten czas a tu do Delhi jeszcze czekal nas kawal drogi. Kierowca w autobusie byl tylko jeden i napierniczal cala noc i pol dnia bez odpoczynku! Za to bylo do dyspozycji dwoch bileterow, ktorzy krecili sie po pojezdzie jakprzysłowiowy „smrod po gaciach” 🙂 Po przybyciu do Mahendranagar zapakowalismy sie w rowerowa riksze i to bylo niemoralne z naszej strony poniewaz ciezar jaki ten biedny riksiarz musial uciagnac do granicy ok.9 km wynosil jakies 160 kg! Pot lal sie z niego strumieniami ale Przemek mu pomagał i pchał rikszę. Chcieliśmy z niej nawet wysiąść by riksiarz wiózł tylko bagaże ale stanowczo nie zgadzał się na ten pomysł, może w obawie, że nie będziemy chcieli zapłacić… Zamiast umowionych 100Nrs bylismy hojni i zapłaciliśmy mu 200Nrs czyli niecale 3 $. Biedak! Wysadzil nas pod nepalskim Immigration Office gdzie nam przystawili jak nalezy pieczatki.  Do indyjskiego biura dralowalismy już pieszo polną droga wsrod brykajacych pod nogami malp.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.