Galle i las Kottawa

Wreszcie mieliśmy załatwione sprawy wizowe i można było bardziej swobodnie planować sobie podróż.Prosto z Colombo pojechalismy autobusem do Galle a nastepnie do Kottawy by zobaczyc rezerwat lasu deszczowego.  Miejscowi pokazali nam gdzie jest ścieżka, którą można chodzić po rezerwacie. Ledwo przeszliśmy kawałek a tam widzimy jakaś budę i w środku tubylców. Powiedzieli nam, ze sami nie możemy tu spacerować tylko trzeba wziąć przewodnika. Cena za wstęp natomiast miała wynosić 100Rs/godz/ 1 osobę. 

Nauczeni doświadczeniem od razu staliśmy się podejrzliwi. Mocno nam się nie spodobało takie postawienie sprawy i zaraz wietrzyliśmy tu jakąś próbę oskubania nas z kasy. Las Kottawa nie jest jakąś wielką turystyczną atrakcją ani miejscem pełnym dzikich zwierząt, które mogłyby stanowić potencjalne zagrożenie. Czytaliśmy wprawdzie, że przewodnika można wynająć ale nie było napisane, że jest to obligatoryjne, nie było też mowy o konieczności opłaty za wstęp. Wprawdzie zasady mogły się zmienić ale woleliśmy zgłębić temat. No i zaraz też nasze obawy się potwierdziły.

  Zaczęliśmy dopytywać lokalnych z tej budy gdzie jest kasa biletowa. Zabawne było kiedy nam bez żenady oznajmili, ze się skończyły bilety na dziś i kasa nie pracuje 🙂 Wtedy mieliśmy pewność co tu się święci i że mają zamiar tylko wyciągnąć od nas kasę. Szybko zrobilismy odwrót i znaleźliśmy bez trudu inną ścieżkę, którą weszlismy do Parku bez zadnych opłat oczywiście.Takie sytuacje uczą by być czujnym. Tutaj biały utożsamiany jest zawsze z osobą zamożną, na której można dobrze zarobić przy odrobinie szczęścia. 

Przez jakiś czas podążało za nami  dwóch tubylcow, ktorzy nadal chcieli nam zaoferowac swoje uslugi oprowadzenia nas po lesie 🙂 Najpierw za 1000Rs a potem już tylko za 500 Rs. Probowalismy się od nich uwolnić, by mieć wreszcie spokój ale oni rozumieli tylko jedno magiczne slowo:” MONEY” Nawet gdy slyszeli : NO MONEY też nie chcieli dać za wygraną. Na szczęście w końcu jednak zrezygnowali. 

Wśród drzew panowała miła dla uszu cisza i spokój ale tak jak wcześniej wspomniałem, las Kottawa nie stanowił jakiejś szczególnej atrakcji.  Poza tym, ze widzielismy stadko małp i warana, którego jakieś kundle idące za nami przegonily, nie spotkaliśmy innych zwierząt ani egzotycznych owadów. Oblazly nas za to  pijawki 🙂 I trzeba bylo potem uważnie patrzeć na nogi zamiast rozglądać się dookoła. Niestety nie zauważyliśmy ani storczykow, ani motyli ani ptakow. Moze nie umielismy ich znalezć i faktycznie przydałby się przewodnik? Ale naciągaczom nie mileismy zamiaru placic.

 W drodze powrotnej wstąpilismy jeszcze do 300 letniego fortu w Galle skąd pięknie widać było ocean. Tam znowu straciliśmy czujność. Kupilismy do picia jakiś trefny napój. Chyba zakretka byla odbezpieczona ale bylismy tacy spragnieni, ze nie zwrocilismy na to uwagi. Dopiero smak wydal mi sie jakiś dziwny, wiec po raz kolejny nie wiemy czy cos nas nie zaatakuje 🙂 Jakis maly, malutki, maluteńki zwierz :Wśród drzew 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.