tandemstories, film, podróże, blog

Czas na odpoczynek w Hikkaduwa

Podroz do Hikkaduwy trwala ok 11 godz i dostarczyla nam sporo emocji. W autobusie zajelismy jedno z ostatnich wolnych miejsc mimo, ze przybylismy na dworzec prawie godzine przed odjazdem. Autobus, ktory nas wiozl, byl dalekobiezny ale standard oferował jak w starych komunistycznych ogorkach 🙂 A na domiar złego te autobusy w ogóle nie maja bagażnikow. Dlatego dobytek pasażerów pałętał się po całym pojeździe. Pod kazdym krzesłem leżaly wory, takie w jakich u nas transportuje się  ziemniaki a w każdej wolnej szczelinie poupychane były siaty, torby, kartony, reklamówki. Pomiędzy tym wszystkim tłoczyli się ludzie. Wielu nie miało miejsc siedzących a i ze stojącymi było kiepsko! A jazda do rozrywek nie należała… Drogi na Sri Lance są tak dziurawe, ze czasami nasze pośladki nagle  odrywaly się od siedzeń a głowy niebezpiecznie zbliżały się do sufitu. 

Z Nuwara Elyia musieliśmy pokonać w dół 1890 m przewyższenia, żeby dotrzeć spowrotem na wybrzeże. Serpentyny były strome, ze aż hamulce wyły niemiłosiernie i się grzały, roztaczając swąd po autobusie. W końcu złapaliśmy gumę ale na szczęście juz na płaskim odcinku. Jednak naprawa potrwała ponad  2 godz bo zapasowe koło też nie nadawało się do użytku i najpierw trzeba było je doprowadzić do porządku. 

Przez ten czas można się było przyjrzeć bliżej zachowaniom współpasażerów i ich kulturze podróżowania. Śmieci wyrzuca się z autobusu przez okno wiec wszędzie przy drodze panuje prawdziwy bałagan i smród. Jedyny przejaw dobrego wychowania to zwracanie uwagi na to by komuś w głowę nie walnac jakas butelką 🙂 lub nie opluć go przez okno. Dobre i to, choć nasze poczucie estetyki potrzebowało trochę czasu by przywyknąć do tego stylu życia.

W Galle gdzie mielismy przesiadkę na następny autobus spotkała nas bardzo niemiła przygoda. Przyczepli się do nas dwaj tuk-tukciarze i strasznie nas wnerwili. Chcąc sobie naraić klientów uniemożliwili nam wejście do autobusu, którym mieliśmy zamiar się zabrać! Powiedzieli kierowcy, zeby nas nie zabieral, sądząc, ze gdy autobus odjedzie, damy sie naciagnac na ich uslugi. Oczywiście nic z tego! Po takim incydencie byłem wściekły w dwójnasób, nie tylko, że zawracali mi głowę namolnym nakłanianiem do swoich usług ale także ich daleko posuniętą bezczelnością. Uczyliśmy się szybko, że wciąż trzeba uważać, by nie zostać oszukanym, że trzeba się absolutnie i bezwzględnie targować ale podstępność niektórych naciągaczy wciąż nas potrafiła zaskoczyć. Do następnego autobusu juz ich nie dopuścilem i weszliśmy bez problemu. Takie to są hieny czyhające w Azji na białych.  Bilety kupuje sie tu w autobusie u biletowego i sa bartdzo tanie. Tańsze niż pociąg ale za to bardzo powolny jest ten środek lokomocji i trzeba znosić ciągly smród spalin i hałas klaksonu.  Do tego autobusy zwykle dosłownie „pękaja w szwach” z nadmiaru pasażerów oraz ich bagaży i często trzeba stać w niewygodnej pozycji. Co innego gdy jest sie mnichem buddyjskim i to bez względu na wiek. Takim mnichom ludzie ustępują miejsca nawet w pustym autobusie!!! I nawet starcy w bardzo zaawansowanym wieku, też wstają i zwalniają miejsce, żeby mnich nie musiał daleko iść i mógł usiąść za kierowcą 🙂

Do Hikkaduwy dojechaliśmy późnym wieczorem i poszliśmy do Guest house, który polecili nam Niemcy, spotkani po drodze. Pokój kosztował 1000 Rs za noc a nasze lokum nosiło nazwę Cury Bowl.

kurs waluty to: 1 $ = 106 Rs

Podroz z N. Elyia do Galle kosztowala nas okolo 350 RS na osobe.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.