Cerro Cora, Paragwaj, Paragwaj rowerem, podróżowanie po Paragwaju, Ameryka Południowa, rowerem po Ameryce Połusniowej

Cerro Cora – czas na odpoczynek  22-29.07.2012

W Curuguaty nie zatrzymaliśmy się na dłużej. Pokręciliśmy się trochę po miasteczku, poszliśmy do kafejki internetowej a następnego dnia ruszyliśmy w dalszą drogę. Przed podróżą do miasta Conception zamierzaliśmy odwiedzić Park Cerro Core aby pozwolić sobie na kilkudniowy odpoczynek, który był nam potrzebny. Pomimo, że o tej porze roku w Paragwaju trwa zima, temperatura dochodziła czasem nawet do 30 stopni. Czyż nie tego chcieliśmy przez ostatnie kilka miesięcy? Przyzwyczajeni do zimna i w pagórkowatym terenie, jechaliśmy jednak raczej leniwie ale nie narzekaliśmy. W trakcie jazdy wybiło nam na liczniku 23 tys. kilometrów i znowu było co pokazywać miejscowym 🙂 Pod wieczór, po raz kolejny w tej podróży, dotarliśmy do miejscowości Santa Rosa i zastanawialiśmy się ile miejsc o takiej nazwie się na tym kontynencie znajduje…

Miejsce na nocleg udostępniała nam paragwajska rodzinka przy swoim drewnianym domku i znowu odbywał się swego rodzaju teatrzyk. Każdy chciał zobaczyć rower, sprzęt, wyposażenie a jeden z sąsiadów zachwycony był namiotem, gdyż coś takiego zdarzyło mu się widzieć pierwszy raz w życiu 🙂

Mennonici

Kolonia Rio Verde wydała nam się dziwna od razu, gdy tylko do niej wjechaliśmy. Wszystkie domy były murowane i w bardzo dobrym stanie. Wokół domów panował porządek, rosły kwiaty a zielone trawniki były ładnie przystrzyżone. Na podwórzach nie walały się żadne zbędne rzeczy a zwierzęta miały swoje zagrody i nie biegały razem z umorusanymi dziećmi. To oznaczało tylko jedno – „niemiecki ordnung”. Kolonia Rio Verde jest jedną z mniejszych siedzib Mennonitów w Paragwaju. Największe ich nagromadzenie znajduje się w mieście Filadelfia, które słynie z produkcji mięsa i mleka. Pierwsi Mennonici przybyli do Paragwaju z Kanady w roku 1927 i osiedlili się w kilku koloniach. Początki osadnictwa Mennonitów były bardzo trudne ale dziś ich standard życia odbiega drastycznie od ubóstwa, w którym żyją rdzenni mieszkańcy, często stanowiący tanią siłę roboczą w ich zakładach produkcyjnych. Kolonia Rio Verde budziła w nas trochę mieszane uczucia. Z jednej strony miło było popatrzeć na schludne domy i uporządkowane ogrody, z drugiej jednak drogie samochody stojące w obejściach, wydawały się być jakby nie na miejscu w zestawieniu z biedą rodowitych Paragwajczyków. Choć surowe zasady tej społeczności podobno już dawno uległy znacznemu złagodzeniu, to jednak wszystkie kobiety i dziewczynki, które widzieliśmy na ulicach, ubrane były w suknie lub spódnice, zakrywające kolana, przypominające modę z minionych epok. Mennonici z koloni Rio Verde byli powściągliwi. Przyglądali się nam dyskretnie ale nie próbowali nawiązać kontaktu i trzymali się na dystans. Przejechaliśmy przez osadę spokojnie, nie nagabywani przez nikogo ale byliśmy przekonani, że z prośbą o miejsce na nocleg wolelibyśmy się zwrócić do ubogiego Paragwajczyka z drewnianej chaty…

Cerro Cora, Paragwaj, Paragwaj rowerem, podróżowanie po Paragwaju, Ameryka Południowa, rowerem po Ameryce Połusniowej
Cerro Cora, Paragwaj, Paragwaj rowerem, podróżowanie po Paragwaju, Ameryka Południowa, rowerem po Ameryce Połusniowej

Następnego dnia dotarliśmy do małej miejscowości Yby-Yau przy skrzyżowaniu głównych dróg, z których jedna biegła w kierunku Conception a druga do Cerro Cora. Zatrzymaliśmy się przy sklepiku na zakupy gdzie po raz kolejny odbyła się lokalna sesja zdjęciowa z naszym rowerem w roli głównej. Niektórym wystarczyło stanąć koło naszej „maszyny”, inni pozowali na siodełku, jeszcze inni przyprowadzali dzieci. Jesteśmy świadomi, że wielu z tych ludzi tandem widziało zapewne po raz pierwszy i stąd pewnie takie zainteresowanie. Kupiliśmy zaopatrzenie w żywność na kilka dni i ruszyliśmy w stronę parku. Pagórki były coraz bardziej strome, co jazdy nam nie ułatwiało ale na horyzoncie zaczęły się pojawiać ładne wzgórza, przypominające kształtem tepui, które na tle bujnej zieleni wyglądały bardzo malowniczo. Wczesnym popołudniem kolejnego dnia dotarliśmy do Parku Cerro Cora.

 

Cerro Cora, Paragwaj, Paragwaj rowerem, podróżowanie po Paragwaju, Ameryka Południowa, rowerem po Ameryce Połusniowej
Cerro Cora, Paragwaj, Paragwaj rowerem, podróżowanie po Paragwaju, Ameryka Południowa, rowerem po Ameryce Połusniowej

Park nie jest miejscem chroniącym jakieś unikatowe gatunki roślin czy zwierząt. Ma znaczenie może bardziej historyczne, gdyż miała tu miejsce bitwa pod Cerro Cora i jest to niejako upamiętnienie tego miejsca. Niemniej jednak w parku znajduje się sporo gatunków drzew a także kilka gatunków zwierząt. W Visitor Center spisano nasze dane i ku naszemu zadowoleniu poinformowano nas, że za równo kemping na terenie parku jak i wstęp są darmowe. Było to miejsce, jakiego potrzebowaliśmy od wielu tygodni. Poletko kempingowe na polanie było puste – tylko dla nas, w dodatku wyposażone w prysznic, wodę w kranach, porządne zlewy, w których można było wyprać wszystko. Wreszcie mogliśmy dokładnie i bez skrępowania uporządkować cały nasz dobytek, łącznie z „wypraniem namiotu” i śpiworów oraz wyczyszczeniem mat do spania. A kiedy wreszcie się ze wszystkim uporaliśmy mogliśmy nie robić absolutnie nic… 

Cerro Cora, Paragwaj, Paragwaj rowerem, podróżowanie po Paragwaju, Ameryka Południowa, rowerem po Ameryce Połusniowej
Cerro Cora, Paragwaj, Paragwaj rowerem, podróżowanie po Paragwaju, Ameryka Południowa, rowerem po Ameryce Połusniowej

Na kempingu panowała totalna cisza, którą przerywały tylko głosy ptaków. Było ich całe mnóstwo, jak i sporo kolorowych motyli. Leniuchowaliśmy na hamakach, byliśmy na spacerze przy rzece Aquidaban, która płynie przez park, jedliśmy nasze zapasy i odpoczywaliśmy przy kawce. Ogólnie miejsce sprzyjające totalnemu lenistwu. Trzeba tylko pamiętać, żeby mieć ze sobą spray na komary, których tu nie brakuje. Nie brakowało tez mrówek. Trochę się obawialiśmy o nasz namiot, gdyż na polance znajdowało się nie jedno mrowisko. Znaleźliśmy jednak sposób by trzymać mrówki z dala od naszego „domku” i zapasów. Tropikalna pogoda sprawiła, że zapleśniało nam kilka bułek i Przemek wpadł na pomysł by kawałki nie nadającego się do jedzenia pieczywa porozkładać w pobliżu mrowisk, by mrówki miały zajęcie i nie dobrały się do naszego namiotu. I tak przez całe dnie i noce mrówki zajęte były rozdrabnianiem bułek i zanoszeniem ich do mrowiska 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.