Wodospad Iguazu, Brazylia, Brazylia rowerem, rowerem po Brazylii, Ameryka Południowa, podróżowanie po Brazylii

Wodospady Iguazu 15.07.2012

Zdecydowanie nie kochamy tłumów i przeludnionych miast. Jesteśmy natomiast ciekawi świata, dlatego zwykle zbaczamy z utartych ścieżek, często włóczymy się po odludnych terenach a niedostępne zakamarki zawsze nas intrygowały. Uwielbiamy kontakt z przyrodą, szczególnie z ta pierwotną, w nienaruszonym przez człowieka stanie. Jednak pomimo, że lubimy podróżować własnymi drogami i odkrywamy świat po swojemu, nigdy nie czuliśmy potrzeby przekornego bojkotowania wielkich atrakcji turystycznych i omijania ich szerokim łukiem. Wręcz przeciwnie – zawsze kiedy istnieje taka możliwość próbujemy dotrzeć do tych miejsc, chociażby po to by móc samodzielnie ocenić, czy rzeczywiście są czymś wyjątkowym a dopiero potem wyrazić swoją opinię. To prawda, że niektóre ze znanych turystycznych atrakcji robiły na nas większe wrażenie a inne mniejsze. Szczerze jednak mówiąc, jak do tej pory nie zdarzyło się jeszcze by któraś z nich kompletnie nas rozczarowała. To prawda, że hasło „must see” brzmi co najmniej śmiesznie i oczywiście trudno nie zgodzić się z tym, że miejsca masowo odwiedzane przez turystów, często tracą wiele ze swojego uroku. Uważamy jednak, że co by w tej sprawie nie powiedzieć, żadne z nich nie stało się ową turystyczną atrakcją bez powodu i sztuka w tym, by znaleźć sposób lub przynajmniej dać sobie szansę na to, by ten powód dostrzec.

Właśnie dlatego nasz tandem dotarł wreszcie do Puerto Iguazu i dlatego wczesnym rankiem szykowaliśmy się do wizyty przy wodospadach. Wymknęliśmy się z pokoju by nie obudzić śpiących współlokatorów. Na zewnątrz było jeszcze ciemno a śniadanie wliczone w cenę noclegu oczywiście przepadło. Kuchnia była jeszcze zamknięta i nie było miejsca na przyrządzanie posiłku więc ruszyliśmy na dworzec z pustymi żołądkami. Zapakowaliśmy się w pierwszy autobus jadący do wodospadów, który odjeżdżał o 7.20. Cena biletu wynosiła 50 pesos za osobę (przejazd w obie strony). Nie tanio – zważywszy, że odległość od miasta do parku wynosi kilkanaście kilometrów. Przy kasach sytuacja znana chyba wszystkim podróżującym – segregacja turystów ze względu na kraj pochodzenia. Cena za wstęp dla mieszkańców Argentyny – 50 pesos, cena dla zagranicznych turystów 130 pesos. Ta znana praktyka już nawet nie budziła zdziwienia ale w tym parku posunięto się jeszcze dalej. Otóż wywieszono listę państw uprzywilejowanych (Brazylia, Paragwaj, Urugwaj i Wenezuela), których mieszkańcy mogli korzystać ze zniżki! Trudno było powstrzymać niesmak!

 

Wodospad Iguazu, Brazylia, Brazylia rowerem, rowerem po Brazylii, Ameryka Południowa, podróżowanie po Brazylii
Wodospad Iguazu, Brazylia, Brazylia rowerem, rowerem po Brazylii, Ameryka Południowa, podróżowanie po Brazylii

Po wejściu na teren parku przeszliśmy przez centrum dla zwiedzających, omijając sklepiki i restauracyjki, gdzie pracownicy dopiero szykowali się do swojego dnia pracy. Zmierzaliśmy wprost na kolejkę, która dowozi turystów do miejsca zwanego „Garganata del Diablo” (Devil’s Throat). W cenę biletu wliczony jest przejazd oraz przepłynięcie łodzią na wyspę, jeśli pozwala na to stan wody. My jednak nie mieliśmy szczęścia i tego dnia łódź nie kursowała. Zanim pociąg ruszył, do kilku osób, które wraz z nami przybyły pierwszym autobusem, dołączyło już tylu ludzi, że wszystkie wagoniki się zapełniły.

Wreszcie w chłodnym i przesiąkniętym wilgocią porannym powietrzu dotarliśmy na miejsce.  Zanim jednak się tam znaleźliśmy, to najpierw usłyszeliśmy wodospad. Jego szum jest słyszalny z odległości wielu kilometrów. „Diabelska Gardziel” w całej okazałości ukazuje potęgę i siłę spienionej rzeki Iguazu, która już wcześniej rozlewa się po licznych kaskadach. To tutaj tysiące litrów wody na sekundę spada z niezwykłym impetem  ponad osiemdziesiąt metrów w dół, czyniąc to miejsce najwyższym progiem skalnym wodospadu. Z tego też powodu Garganta del Diablo jest uznawany za najbardziej spektakularny punkt obserwacyjny w całym parku. Jednak nam jeszcze bardziej podobały się punkty widokowe, rozmieszczone na ścieżkach spacerowych. Dawały możliwość podziwiania wodospadu w otoczeniu subtropikalnej przyrody. Tysiące kropelek wody, unoszące się wokół potężnych mas opadającej kaskadami rzeki Iguazu, tworzyło tęcze i cudowny, pełen świeżości mikroklimat.  Byliśmy zauroczeni i nawet spore ilości turystów, wędrujących ścieżkami nie psuły naszych pozytywnych nastrojów. Być może to wiele tygodni jazdy przez zimne i pozbawione drzew odludzia w Patagonii, sprawiły, że Park Narodowy Iguazu wydawał nam się wręcz rajskim miejscem, otoczony zieloną ścianą lasu, pełen ptaków i zwierząt. Naszym zdaniem Wodospady Iguazu są naprawdę piękne i absolutnie nie żałowaliśmy pieniędzy wydanych na zobaczenie tego miejsca. Nie ominęła nas tez przyjemność spotkania oko w oko z coati. Te pocieszne zwierzęta grasują między turystami w Parku Iguazu niczym uliczne gangi. Nie przepuszczą żadnej okazji by pochwycić jakiś smaczny kąsek! Oczywiście nie należy karmić coati ale turyści nie przestrzegają zakazu. Z tego powodu zwierzęta nie mają żadnych oporów przed kontaktem z ludźmi a czasem bywają nawet agresywne byle tylko dostać to, co im smakuje. W parku po raz pierwszy udało nam się również zobaczyć przepiękne tukany. 

 

Wodospad Iguazu, Brazylia, Brazylia rowerem, rowerem po Brazylii, Ameryka Południowa, podróżowanie po Brazylii

Dzień w Iguazu okazał się wspaniały. Cały stres i frustracja spowodowane psującym się kołem poszły w zapomnienie. Chociaż być może właśnie z powodu trudów rowerowej wędrówki, każdy taki dzień potrafiliśmy docenić w dwójnasób. Pomimo, że wodospad nie był w swojej najbardziej atrakcyjnej postaci, gdyż odwiedzaliśmy go w porze suchej, kiedy wody jest mniej, to jednak dzięki temu udało nam się uniknąć tłumów ludzi, co jest zwykle największym problemem. Wodospady Iguazu były kolejnym niezwykłym miejscem z naszej prywatnej listy „must see”, które nas nie zawiodło i które uznajemy za piękne! 

W parku zatrzymaliśmy się na piknik, na który zabraliśmy ze sobą różne smakołyki. Potem po powrocie do miasta poszliśmy na pyszne lody i wieczorem na pizzę na kolację. Pieniądze z portfela wypływały z siłą wodospadu ale cóż –  to nie miejsce w którym można oszczędzać 🙂

Wodospad Iguazu, Brazylia, Brazylia rowerem, rowerem po Brazylii, Ameryka Południowa, podróżowanie po Brazylii

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.