Droga Siedmiu Jezior, Camino de Siete Lagos, Patagonia, Indian Comunidad, Argentyna rowerem, podróżowanie po Argentynie, Ameryka Południowa rowerem

Kilka słonecznych chwil w Bariloche i El Bolsom 4.03-9.03.2012

Niestety „lepsze jutro” nieprędko nadeszło. Na opuszczonym kampingu obudził nas deszcz, który lał z kilkoma krótkimi przerwami przez cały dzień i następną noc. Pozostawało tylko siedzieć i czekać na poprawę, gdyż nasze przemoczone ubrania nie pozwalały na jazdę w ciągłym deszczu i zimnie.

Dlaczego więc nie porzuciliśmy roweru i nie wsiedliśmy w autobus? To oczywiste! Po tylu przejechanych wspólnie kilometrach i wielu miesiącach włóczęgi rower został naszym najlepszym przyjacielem! Byliśmy najbardziej spójnie działającą drużyną jaką można sobie wyobrazić. Nasza podróż była możliwa tylko wtedy, kiedy wszyscy troje sprawnie funkcjonowaliśmy. Wystarczyło, że jedno z nas miało gorszą formę a natychmiast jazda była spowolniona lub wręcz niemożliwa. Staraliśmy się więc dbać o siebie i o bicikletę najlepiej jak to było możliwe. Od dawna znaliśmy doskonale repertuar wydawanych przez rower odgłosów 🙂 bezbłędnie zgrywaliśmy z nim swoje ruchy i utrzymywaliśmy balans w zależności od kierunku i natężenia wiatru bądź kierunku jazdy mijających nas wielkogabarytowych pojazdów a on odwdzięczał się nam przyjaźnią. 

Niósł nas na grzbiecie po nienajlepszych drogach i bez hamulca, mimo że był permanentnie przeciążony a w nocy przywiązywaliśmy do niego namiot, żeby wiatr nas nie zmiótł!  Po prostu kochaliśmy rower i porzucenie go gdziekolwiek nie wchodziło w rachubę! Prawdę mówiąc kochaliśmy także jazdę na nim, otwarte przestrzenie, życie w drodze i bezcenne poczucie swobody, które nam dawał. Chociaż na tym etapie jazda nie była już przyjemnością , zupełnie szczerze wyznam, że nie chciało nam się wsiadać do autobusu. Nawet gdyby rower można było zabrać ze sobą, jednak jak się później okazało w Argentynie nie było to możliwe. Bez względu na wszystko, co było jeszcze przed nami ta przyjaźń „na dobre i na złe” przetrwała do końca podróży 🙂

Następnego dnia rano, ku naszej nieopisanej radości przestało padać i wyszło słońce! Pranie, które zrobiliśmy wczoraj pod dachem dawnej kampingowej garkuchni nie wyschło więc rano powiesiliśmy wszystko w słonecznym miejscu i suszyliśmy też namiot i pozostałe  nawilgłe rzeczy. Jezioro wyglądało pięknie a kamping położony był w naprawdę atrakcyjnym miejscu. Dziwiło nas więc, że popadał w ruinę. Stoliki i dach pokryte były grubym korzuchem osadów i wiedzieliśmy, że to pozostałości po wybuchu wulkanu, który miał miejsce w Chile kilka miesięcy wcześniej. Chmura pyłów napłynęła wówczas nad ten rejon Argentyny, pokrywając wszystko grubą, ciemną warstwą.

Wyjechaliśmy dopiero po południu, kiedy wszystko było wysuszone i spakowane. Spieszyliśmy w kierunku Bariloche bo nasze zapasy żywności praktycznie się skończyły. Wokół rozciągała się przepiękna okolica, która wraz z promieniami słońca radowała nasze serca! Jezioro Nahuel Huapi, wzdłuż którego jechaliśmy nabrało niesamowitej turkusowej barwy i otoczone było zielonymi drzewami. Po wielu tygodniach jazdy przez pustynne, wysuszone obszary wydawało nam się wręcz bajecznie piękne! Pod wieczór, po drugiej stronie jeziora dostrzegliśmy malowniczo położone miasto Bariloche. Około dwudziestu kilometrów przed miastem zaczęły się małe miejscowości ze sklepami i jeszcze zanim zapadł zmierzch udało nam się zrobić zakupy w markecie „Todo”. Wieczór był chłodny i wietrzny a my zmarznięci i głodni. Poszczęściło nam się jednak i znaleźliśmy miejsce na biwak przy rzece, w otoczeniu drzew i mieliśmy zaopatrzenie na kolację!

Bariloche, Argentyna rowerem, podróżowanie po Argentynie, Ameryka Południowa rowerem
Bariloche, Argentyna rowerem, podróżowanie po Argentynie, Ameryka Południowa rowerem

Śniadanie następnego dnia zjedliśmy poza namiotem. Ranek był bardzo zimny lecz słoneczny. Namiot stał w cieniu pod drzewem i było w nim zimno i wilgotno jak w piwnicy – więc posilaliśmy się na zewnątrz, grzejąc się w promieniach słońca i jedząc posiłek w rękawiczkach 🙂 Zanim wsiedliśmy na rower Przemek dokonał jeszcze małego ” zabiegu” bez znieczulenia na naszym przyjacielu. Rura pod siodełkiem pękała już od dłuższego czasu, tak że pęknięcie zatoczyło już niemalże pełen okrąg i groziło, tym że rura lada moment się złamie. Wystarczyło jednak odciąć pęknięty kawałek i można było z powrotem zamontować siodełko i drugą kierownicę a bicikleta przestała wydawać niepokojące zgrzyty. 

Dotarliśmy do Bariloche w ładnej pogodzie. Zrobiliśmy zakupy w dwóch sklepach rowerowych, w jednym z nich spotkaliśmy sympatycznego jegomościa mówiącego po angielsku, który jak się okazało w latach siedemdziesiątych był w Polsce w Zakopanem 🙂 Zaopatrzyliśmy się w nową piastę, klocki hamulcowe i szprychy. Kosztowało to wszystko więcej niż w Polsce a było raczej gorszej jakości, jednakże dbałość o kondycję naszego pojazdu miała kluczowe znaczenie dla powodzenia dalszej jazdy. Dzień spędziliśmy w Bariloche, w większości nad jeziorem, gdzie zjedliśmy posiłek na zielonej trawce i odpoczywaliśmy po przejechaniu powalającego dystansu tego dnia – całych 19 kilometrów 😉

 

Bariloche, Argentyna rowerem, podróżowanie po Argentynie, Ameryka Południowa rowerem
Bariloche, Argentyna rowerem, podróżowanie po Argentynie, Ameryka Południowa rowerem

Bariloche jest ładnie położone na zboczu opadającym do jeziora. W miasteczku sporo jest stromych uliczek, utrudniających życie rowerzyście i panuje w nim niemały ruch. Jednak centrum jest zadbane i można w nim znaleźć kilka ładnych miejsc. Jednakże jak to w kurorcie mnóstwo tu pasaży handlowych oferujących towary w wyśrubowanych cenach oraz turystycznych biur podróży polecających trekkingi, raftingi, paragliding i wszystkiego czego dusza zapragnie. Późnym popołudniem pożegnaliśmy Bariloche i ruszyliśmy dalej w kierunku El Bolsom. Droga po obu stronach porośnięta była drzewami iglastymi i jechałoby się całkiem przyjemnie, gdyby nie śmieci, wyrzucane nielegalnie w lesie przez miejscowych. Nawet obok zakładu recyklingu… Mimo to znaleźliśmy sobie sympatyczne miejsce na namiot wśród drzew. Pachniały żywicą jak nasze lasy w Polsce a w nocy w blasku księżyca widzieliśmy na ścianie namiotu ich cienie delikatnie poruszane wiatrem i przypomniały nam się wakacje w kraju nad jeziorem, gdzie często lubiliśmy jeździć na kajaki.

Przez kolejne dwa dni cieszyliśmy się przyjemną, zieloną okolicą i przyjazną pogodą. Mijaliśmy prześlicznie położone górskie jeziora. Wyobrażaliśmy sobie jak niezwykle będą wyglądać za kilka tygodni w otoczeniu drzew, których liście pokryją jesienne barwy! Pedałowanie znów stało się przyjemnością. Na posiłek zatrzymać się można było na słonecznej polance lub w cieniu drzew i nabrać wody z kryształowo czystej rzeczki a w świerkowych zagajnikach przy drodze nazbierać maślaków! Przed El Bolsom czekał nas długi zjazd i ostatecznie znaleźliśmy się na wysokości zaledwie 500m. Wokoło zrobiło się jeszcze cieplej a my po raz pierwszy od wyjazdu znad oceanu w Peru zjechaliśmy tak nisko!

El Bolsom, Argentyna rowerem, podróżowanie po Argentynie, Ameryka Południowa rowerem

W El Bolsom było ciepło, miło i spokojnie. Zrobiliśmy zakupy a potem posiedzieliśmy na zielonej, miejskiej plazie, gdzie zjedliśmy sobie posiłek. Ludzie znów podchodzili do nas, przyglądali się naszemu rowerowi i robili zdjęcia. Poszliśmy też na lokalny jarmark, gdzie sprzedaje się rękodzielnicze wyroby, z których znana jest ta wioska oraz zdrową żywność wyprodukowaną przez miejscowych. Mieliśmy dużą ochotę zatrzymać się na jednym z wielu kampingów i posiedzieć trochę w tym spokojnym, słonecznym miejscu. Niestety czas naglił. Wkrótce mogło się zrobić tak zimno, że nie będziemy w stanie jechać a od celu dzieliło nas jeszcze wiele kilometrów. Za miasteczkiem znaleźliśmy fajne miejsce na namiot przy rzece. Było bardzo ciepło tak, że jeszcze dało się umyć wodą z butelki. Na kolację nasmażyliśmy sobie pyszne placki ziemniaczane ze śmietanką ( 40% tłuszczu – takie się tutaj sprzedaje ale w naszym przypadku jak najbardziej wskazane!), która smakuje jak słodka kremówka a przy namiocie rosły krzaki pełne pysznych jeżyn 🙂

 

Bariloche, Argentyna rowerem, podróżowanie po Argentynie, Ameryka Południowa rowerem
Kapliczka Diffunty Correra
Bariloche, Argentyna rowerem, podróżowanie po Argentynie, Ameryka Południowa rowerem
Powrót na pampę

Po kilku dniach podróżowania przez słoneczną zieloną krainę przyszedł jednak czas powrotu do twardej rzeczywistości. Wkrótce po opuszczeniu El Bolsom zieleń w okolicy zaczęła stopniowo zanikać i drzew było coraz mniej. W drodze spotkaliśmy parę sakwiarzy z Niemiec. Mięliśmy akurat awarię i trzeba było łatać oponę. Miło się rozmawiało, tym bardziej, że byli to jedyni, spotkani do tej pory „długodystansowcy” podróżujący na rowerach, tak jak my. To znaczy bez  korzystania z hoteli i restauracji. Doskonale się zatem rozumieliśmy i nie trzeba było wyjaśniać dlaczego mamy ze sobą tyle ładunku, komuś kto śmigał z dwiema malutkimi sakwami do najbliższej wioski by znaleźć nocleg w hostalu. Zresztą Niemcy mieli ładunku więcej od nas! Oni ruszyli jednak w stronę Chile na Carretera Austral, którędy jeździ większość rowerzystów, ponieważ okolica jest tam zdecydowanie ładniejsza niż argentyńska pampa. 

My natomiast zdecydowaliśmy się na jazdę RN40. Trzeba było się spieszyć a droga w Chile jest w dużej części nie asfaltowa. Tandem z racji tego, że jest ciężki radzi sobie gorzej w takim terenie więc mogło nas to jednak mocno spowolnić. Pożegnaliśmy się z Niemcami, życząc im powodzenia i pojechaliśmy dalej. Niestety wieczorem zerwał się brzydki, boczny wiatr i ciężko było pedałować. Wyszukaliśmy w miarę zaciszne miejsce przy dwóch samotnych sosnach, jakie znalazły się jeszcze niedaleko drogi i zrobiliśmy sobie obozowisko. Przy wieczornej herbacie zastanawialiśmy się jak daleko będziemy mogli jeszcze jechać i jak opuścimy Patagonię kiedy zrobi się już zbyt zimno na jazdę i mieszkanie w namiocie. Na razie nie mieliśmy jednak żadnych dobrych pomysłów, licząc, że jak wcześniej w tej podróży, gdy przyjdzie czas, to znajdzie się jakieś wyjście. A tymczasem przed nami znów rozciągały się wielkie, trawiaste pustkowia…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.