Taganga 31.07 – 2.08.2011

Jednak nie na długo opuściliśmy plażę. Z Parku Tyrona wyjechaliśmy po południu. Ponieważ zjedliśmy już prawie cały prowiant rano pozbieraliśmy kokosy, które spadły z drzew i zjedliśmy je na śniadanie 🙂 Po kilku godzinach i pokonaniu kilkukilometrowego podjazdu dojechaliśmy do miejscowości Santa Marta, gdzie zrobiliśmy sobie zakupy w markecie i na nocleg pojechaliśmy do pobliskiej turystycznej wioski zwanej Taganga. Oczywiście od czasu gdy napisano o niej w przewodniku LP – Taganga już nie jest zwykłą rybacką wioską tylko turystycznym kurortem, gdzie wszystko podrożało a 100 % ale podobno nadal oferuje tanie kursy nurkowania PADI. Jednak nie sprawdzaliśmy cen. Mimo to warto zajrzeć do Tagangi i wybrać się na spacer ścieżką prowadzącą od plaży wzdłuż wybrzeża. Wycieczka gwarantuje przepiękne widoki na Morze Karaibskie a kolejne plaże ukryte w cichych zatoczkach choć nie oferują białego piasku a raczej szarawy żwirek są spokojne i pełne uroku.

Zbliżał się wieczór i zatrzymaliśmy się na pierwszym z brzegu kampingu, na który trafiliśmy. Atmosfera była totalnie luzacka i już na dzień dobry jakiś wesoły koleś z sąsiedniego namiotu oferował nam marihuanę. Podziękowaliśmy grzecznie i poszliśmy świętować po swojemu bo po wyjeździe z parku wybiło nam na liczniku 5000 km. Zjedliśmy sobie pyszny obiadek w restauracji i wypiliśmy butlę niezdrowej coli. Następne takie balety dopiero za 1000 km 🙂 Kolejnego dnia poszliśmy na zakupy z dala od centrum i na Internet a potem ścieżką na plażę i znów zażywaliśmy świetnej kąpieli w morzu. Miejsce jest osłonięte od wiatru i właściwie nie ma tutaj fal  a woda jest spokojna jak w jeziorze, więc można się było nacieszyć pływaniem. Widoki na okolicę ze wzgórza, które trzeba pokonać, by dojść w to miejsce są prześliczne – zalesione pagórki i szmaragdowe morskie zatoczki. Wieczór spędziliśmy przy spacerowym centrum w wiosce. To było już definitywne pożegnanie z Morzem Karaibskim.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.