Dibulla

Następnego dnia jechaliśmy za to bez pośpiechu a nawet trochę leniwie gdyż droga nie była już tak płaska i trzeba było wkładać więcej wysiłku w pedałowanie a poza tym było naprawdę gorąco. Mijaliśmy same małe wioski gdzie sklepów z żywnością było niewiele a owoców, na które miałam wielki apetyt wcale L Kolumbia jak na razie bardzo nam się podoba – dużo zieleni, ogromnych drzew, które dają miły cień przy drodze i mnóstwo ptaków. Po południu dojechaliśmy do rozwidlenia dróg i skręciliśmy z głównej trasy w kierunku morza do miejscowości Dibulla. Miałam wielką ochotę na kąpiel w Morzu Karaibskim. Dibulla to niewielka, spokojna mieścina nad morzem. Znaleźliśmy bardzo schludny i estetyczny kamping za 10 000 pesos/ 2 osoby. Szybciutko rozstawiliśmy namiot i poszliśmy nad morze. W balsku słońca woda miała śliczny kolor i przyjemnie można było się ochłodzić. O takiej kąpieli w morzu marzyłam od 4 miesięcy! W drodze powrotnej na kamping dorwał nas deszcz i wieczorem trochę popadało. W miasteczku są też sklepiki z żywnością i mogliśmy uzupełnić swoje nadwątlone zapasy prowiantu. Żywność jest tańsza niż w Wenezueli ale jak na razie nie możemy zbytnio zaoszczędzić gdyż musimy płacić za noclegi, bo tu w rejonach turystycznych nie da się spać na dziko ani u ludzi zbytnio też nie a w dodatku nasz filtr jest już na wykończeniu i przeważnie kupujemy wodę do picia. Powietrze tu jest gorące i wilgotne i Przemek znów narzekał, że nie może w nocy spać.

Rano ruszyliśmy w dalszą drogę w kierunku El Zaino, gdzie jest wjazd do Parku Tyrona. Jechaliśmy drogą równolegle do wybrzeża i czasem mieliśmy bardzo ładne widoki na morze, szczególnie kiedy szosa wspinała się w górę na wysoką skarpę. Wokoło mnóstwo zieleni, pięknych drzew oraz ptaków. Mijaliśmy małe wioski, w których było coraz więcej sklepików z żywnością a także owoce. Właśnie owoce są tutaj dosyć tanie i kiedy tylko trafiamy na sklepik zaraz kupujemy sobie jakieś banany, marcuje, papaje, ananasy albo arbuzy. Ostatnią noc przed wjazdem do Parku Tyrona spędziliśmy na kampingu nad rzeką. Właściwie o tym, że jest rzeka dowiedzieliśmy się dopiero rano, kiedy wstaliśmy. Późnym wieczorem gdy rozkładaliśmy namiot nie mieliśmy pojęcia w jakim otoczeniu się znajdujemy. Mieliśmy zamiar spać gdzieś na dziko ale się nie dało i jechaliśmy aż w końcu zrobiło się ciemno a wokół same domy i płoty. W końcu i tak musieliśmy zjechać na jakiś kamping ale rano stwierdziliśmy, że to całkiem miłe miejsce przy rzece i wśród tropikalnej zieleni i strasznie nie chciało nam się pakować. Podobało nam się ogromne drzewo, na którym znajdowały się aż trzy domki! Poszliśmy się wykąpać w rzece i grzebaliśmy się z pakowaniem, tak że w sumie wyjechaliśmy dopiero około południa.

A oto kilka przykładowych cen, które mogą się zmieniać w zależności od miejsca:

1$ = 1800 pesos czyli 1000 pesos = ok. 1.60 zl

  • banany małe (kiść od 8 do 14 sztuk) – od 1000 do 2000, najtańsze są w małych wioskach z dala od turystycznych miejsc

  • ananas – ok. 1000 pesos

  • arbuz ok.4 lub 5 kg – 4000 pesos

  • woda pitna 5 litrowa w worku – od 1800 do 3500 pesos

  • banan z grilla z serem – 1000 pesos

  • puszka z warzywami – 2400 pesos

  • muesli – 6900 pesos

  • tani ryż z kurczakiem w przydrożnej budzie – 5000 pesos

  • kamping w rejonie Santa Marty ok. 10 000/2 osoby ale przy samym morzu może kosztować nawet 12 000/osoba

0 Comments

  1. Na bezsenność Przemka mam dobre lekarstwo! Połóweczkę Bolsika łykam i zasypiam jak dziecko, pytanko tylko czy ten lek gdzieś tam dostaniecie?:)

  2. Jak tam Przemka kolano bo ja sypie się na morgi.Pewnie nie wiecie, że rozwaliłem sobie drugi raz ten sam staw łokciowy na rowerze, tym razem skończyło się na gipsie. Łokieć niby doszedł do siebie ale przy większym wysiłku puchnie i boli. Przy długich dystansach daje o sobie znać kolano. Strach pomyśleć co będzie za dziesięć lat.

    • Witamy.
      Kolano narazie jako tako ale przed nami gory wiec kolana dostana za swoje. Jak to sie stalo ze znow miales taki sam wypadek? Mamy nadzieje ze za 10 lat wybierzemy sie jeszcze gdzies wspolnie na wyprawe 🙂 Pozdrawiamy Ciebie i rodzinke

  3. Był już jakiś koniec świata i go przeżyłem, za rok przeżyje pewnie następny. Mam nadzieje, że jeszcze z 10 lat pociągnę z bólem ale zawsze. Brygada Tandem faktycznie gdzieś na zadupiu bo cisza w eterze. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.