Alter do Chao, Brazylia, Tapajo, Amazonia, Ameryka Południowa, podróżowanie po Brazylii

Alter do Chao 9.06-16.06

Noclegu w przyzwoitej cenie nie musieliśmy szukać. Właściwie to on nas znalazł 🙂 Gdy szliśmy główną drogą do miasteczka z naszym rowerem, rozglądając się za jakimś campingiem, zagadnął nas właściciel Albergue de Floresta zapraszając do swojego przybytku.

Jest to pousada z miejscami na hamaki, którą polecają w przewodniku Lonely Planet. Zazwyczaj unikamy miejsc z LP, gdyż są przeludnione a ich właściciele podnoszą przez to ceny. Tym razem jednak się zdecydowaliśmy. Wprawdzie po drodze trafiliśmy jeszcze na Pousade Claudia, w tej samej cenie, ze skromnymi pokojami z łóżkiem ale nie było tam kuchni, więc poszliśmy do Albergue de Floresta. Cena za nocleg w hamaku 15 R$, była do zaakceptowania. Miejsce jest fanie położone, w gęstym ogrodzie, a nawet można powiedzieć lesie, sprawiającym wrażenie obozowiska w dżungli. Atmosfera jest swobodna, nikt się nie wtrąca i nie kontroluje mieszkańców. Jest dostęp do kuchni i lodówki i większy zlew gdzie można zrobić pranie. 

Oczywiście jak to w takich backpakerskich przybytkach, dominuje tam anglojęzyczna młodzież, która masowo podróżuje po świecie ale nie było żadnych burd ani pijackich awantur, czego już nieraz doświadczyliśmy w Azji. Ogólnie więc miejsce godne polecenia. Fajnie było poleżeć sobie w hamaku i nic nie robić, wsłuchując się w odgłosy ptaków lub świerszczy albo na przykład w szum nadciągającej z daleka ściany deszczu. Tym bardziej, że tutejszy klimat nastraja do leniuchowania i kąpieli. Mimo, że jesteśmy już przyzwyczajeni do gorąca tutaj jednak odczuwa się wyższą wilgotność powietrza i człowiek w minutę może się spocić tak, jakby wyszedł spod prysznica. Stąd zwyczaj Brazylijczyków do zabierania ze sobą koszulek na zmianę i obfitego stosowania dezodorantów.

Alter do Chao

Alter do Chao, Brazylia, Tapajo, Amazonia, Ameryka Południowa, podróżowanie po Brazylii
Alter do Chao, Brazylia, Tapajo, Amazonia, Ameryka Południowa, podróżowanie po Brazylii

Pierwsze dni jak zwykle spędziliśmy na praniu i czyszczeniu naszego dobytku. Dopiero potem mogliśmy pomyśleć o odpoczynku. Alter do Chao położone jest w miejscu gdzie rzeka Tapajos w jednej z odnóg tworzy jezioro Lago Verde. Jest to miłe i spokojne miasteczko, gdzie można się zatrzymać w trakcie podróży, odpocząć i zrelaksować. Nad rzeką i na wysepce na jeziorze, jest sporo przyjemnych, piaszczystych plaż i nadwodnych restauracyjek, w których serwuje się świeże rybki i zimne napoje. Żeby korzystać z nich w pełni, najlepiej jest przyjechać do Alter w okresie od sierpnia do grudnia, gdyż obecnie większa część plaży i niektóre restauracyjki przy wyspie są jeszcze pod wodą po porze deszczowej. Jednak trzeba pamiętać, że w pełni sezonu ceny mogą być znacznie wyższe. 

Łodzią, którą można wypożyczyć przy plaży (wytargowaliśmy 20R$ na dzień) popłynęliśmy na wyspę, gdzie ścieżką przez las zrobiliśmy sobie spacer na pobliską górkę. Okazała się być świetnym punktem widokowym na okolicę. Dobrze widać stamtąd potężną rzekę Tapajos i Lago Verde. Można też wypożyczyć kajaki, niestety cena znacznie wyższa – 15 R$ za godzinę. Wracając płynęliśmy przy zalanych restauracyjkach, które za około dwa miesiące będą przyjmować klientów. No i wreszcie mogliśmy nacieszyć się kąpielami w przyjemnej, ciepłej wodzie w jeziorze. 

 

Alter do Chao, Brazylia, Tapajo, Amazonia, Ameryka Południowa, podróżowanie po Brazylii
Alter do Chao, Brazylia, Tapajo, Amazonia, Ameryka Południowa, podróżowanie po Brazylii

Wybraliśmy się też  autobusem do Santarem (2,50 R$ na osobę). Do autobusu należy wsiadać tylnymi drzwiami, a wychodzić przodem. Niedaleko kierowcy znajduje się stanowisko bileterki, która przed wyjściem z pojazdu pobiera od pasażera opłatę za przejazd i przepuszcza go przez bramkę. Tak więc nie ma możliwości jazdy „na gapę” 🙂 W Santarem kupiliśmy sobie hamaki z lekkiego ortalionu, w cenie tylko 14 R$ za sztukę. Mamy nadzieję, że za szybko się pod nami nie urwą 🙂 oraz szprychy do roweru. W okolicy portu mieści się duża dzielnica handlowa, gdzie znajduje się mnóstwo sklepików z różnymi towarami i pamiątkami. Tam najłatwiej kupić potrzebne rzeczy w przyzwoitej cenie.

W miasteczku Alter do Chao spotkaliśmy Polaka! Krzysztof mieszka w Brazylii już kilkanaście lat i obecnie zajmuje się nauczaniem języka angielskiego i turystyką. Właściwie to on nas wypatrzył pierwszego dnia, gdy przyjechaliśmy do Alter i dzięki fladze na naszym rowerze zorientował się, że jesteśmy z Polski. Mogę sobie tylko wyobrażać nasze zdziwione miny, kiedy zawołał do nas po polsku 🙂 Przypuszczaliśmy, że natkniemy się w tym miejscu na zagranicznych turystów, ale że spotkamy Polaka, który tutaj mieszka na stałe absolutnie się nie spodziewaliśmy! 

Krzysiek opowiedział nam wiele ciekawych rzeczy dotyczących życia w Brazylii. Podał nam informacje dotyczące roślin, zwierząt, owoców oraz tutejszych specjałów kulinarnych. Dzięki niemu dowiedzieliśmy się jak można przyrządzić posiłki z niektórych miejscowych warzyw, jak na przykład batatów, czyli słodkich ziemniaków oraz zjedliśmy przepyszny bigos w Brazylii i posmakowaliśmy miejscowego trunku o nazwie „caipirinha”. Krzysiek zajmuje się organizacją wycieczek na motocyklu do pobliskiego rezerwatu leśnego o nazwie Flona. Ceny są niższe niż w agencjach turystycznych znajdujących się w miasteczku, a poza tym można się dowiedzieć od niego wielu ciekawych rzeczy i jeśli nie znasz portugalskiego nie musisz się martwić, że nie zrozumiesz, co opowiada przewodnik.

My postanowiliśmy wybrać się do lasu rowerem. Zwłaszcza, że wycieczka do gęstej, głębokiej dżungli, jaka rozciąga się za Manaus, z oglądaniem dzikich zwierząt, w naszym przypadku nie wchodziła w grę, ze względu na wysokie ceny oraz brak możliwości noclegu w jakimś tańszym miejscu. Krzysiek polecił nam miejscowego przewodnika o imieniu Luis (przewodnik jest obowiązkowy), u którego można też zostać na noc w hamaku lub namiocie i zamówić posiłki. Odległość do rezerwatu z Alter wynosi ok. 40 km. Zostawiliśmy więc część naszego zbędnego bagażu u Krzyśka i pięknie wyczyszczonym rowerem, bez przyczepki, wyruszyliśmy w drogę z mapką, którą Krzysztof nam narysował. Jechaliśmy sobie spokojnie gdyż spodziewaliśmy się, że pokonanie takiej odległości nie zabierze więcej niż 3 godziny. 

 

Droga nie jest wprawdzie asfaltowa ale też rower mieliśmy lżejszy. No ale mapka, jak to mapka, w którymś miejscu pomyliliśmy drogę i z niecałych 40 km zrobiło się ponad 50 km. Jednak najgorsze było to, że w pewnym momencie trafiliśmy na drogę z miękką gliną. Tutaj się dopiero zaczęły atrakcje! Po przejechaniu kilkunastu metrów rower odmówił posłuszeństwa. Koła były tak oblepione gliną, że nie można było jechać, co gorsze – nie można było nawet pchać roweru, gdyż koła nie chciały się kręcić. Wygrzebywanie błota maczetą dawało efekt dosłownie na kilka metrów, musieliśmy więc ciągnąć rower, „tańcując” w oblepionych gliną butach na śliskiej drodze. Pokonanie ok. 3 kilometrowego odcinka zajęło nam ponad 1,5 godz!!! Takie opóźnienie spowodowało, że kiedy już wyjechaliśmy z błota, dużą część drogi musieliśmy pokonać po zmroku. To dodatkowo przedłużało jeszcze czas jazdy, gdyż z małą latarką musieliśmy jechać bardzo powoli i trudno nam było dojrzeć punkty orientacyjne na drodze z naszej mapki. Ale przejazd nocą przez las to też atrakcja. Ostatecznie na miejsce dotarliśmy dopiero ok. godz. 22.00! 

Na szczęście Luis – przewodnik to bardzo sympatyczny człowiek i nie okazywał niezadowolenia, że przeszkadzamy mu po nocy. Następnego dnia rano wybraliśmy się razem na ok. sześciogodzinną wycieczkę po lesie. Flona to dobre miejsce dla osób zainteresowanych tutejszą roślinnością. Przewodnik podaje nazwy różnych roślin, pokazuje ich owoce, nasiona i opowiada do czego się je wykorzystuje. Największą atrakcją w lesie są gigantyczne drzewa. Można także zobaczyć wielkie mrówki, żyjące w pniach drzew i ładne niebieskie motyle czasami małpy lub węże. Po południu zjedliśmy bardzo smaczną rybkę na obiad przygotowaną przez żonę Luisa, a potem wybraliśmy się jeszcze na wycieczkę łodzią po zalanym lesie. Fajne miejsce, a czasami jeśli ma się szczęście, można tam podobno spotkać delfiny rzeczne. Całkowity koszt wycieczki wraz z posiłkiem i noclegami wyniósł 72 R$ na dwie osoby plus wstęp do rezerwatu (5 R$ na osobę za dzień). 

rezerwat Flona, Brazylia, Tapajo, Amazonia, Ameryka Południowa, podróżowanie po Brazylii
wylęgarnia cykady
drzewo w rezerwacie Flona

Luis i jego żona poczęstowali nas także tutejszym specjałem – czyli plackami z tapioki, które bardzo smakowały Przemkowi oraz kawą z tapioką. Żona Luisa, która zajmuje się wyplataniem pięknych rzeczy z liści palmy, zrobiła nam w 5 min. podręczny koszyczek na bagaż a Luis chwalił się przed nami swoim trofeum czyli skórą 5 metrowej anakondy, którą dopadł gdzieś nad rzeką. My oczywiście wolelibyśmy żeby biedna anakonda była żywa. Niestety tutejsi ludzie mają  zupełnie niefrasobliwe podejście do przyrody. Trudno im wytłumaczyć, że piękno to dzikie, wolne zwierze a nie żadne trofeum 🙁

rezerwat Flona, Brazylia, Tapajo, Amazonia, Ameryka Południowa, podróżowanie po Brazylii
rezerwat Flona, Brazylia, Tapajo, Amazonia, Ameryka Południowa, podróżowanie po Brazylii
rezerwat Flona, Brazylia, Tapajo, Amazonia, Ameryka Południowa, podróżowanie po Brazylii
rezerwat Flona, Brazylia, Tapajo, Amazonia, Ameryka Południowa, podróżowanie po Brazylii

Droga powrotna do Alter znowu dała nam popalić. Dorwała nas ulewa i mimo, że znaliśmy już trasę znów trafiliśmy na odcinki, gdzie nie dało się jechać. Najpierw dlatego, że zalana deszczem droga była śliska jak lód, a potem ponownie ze względu na rozmiękłą glinę. W dodatku kiedy bryły gliny zaschły pomiędzy szprychami, nie wiele brakowało byśmy po  raz drugi stracilibyśmy przerzutkę! Na szczęście jechaliśmy wolno i natychmiast zdjęliśmy nogi z pedałów. Dzięki temu przerzutka się nie urwała ale bardzo się pogięła i Przemek musiał poświęcić 1,5 godz. na doprowadzenie jej do takiego stanu, żebyśmy mogli dalej jechać. Po południu wróciliśmy do domu Krzyśka, gdzie dzięki jego uprzejmości, mogliśmy spędzić dwie noce w namiocie i spakować się na dalszą podróż – statkiem do Manaus, a stamtąd rowerem już prosto do granicy z Wenezuelą.

 Dla zainteresowanych podajemy namiary na Krzysztofa: Tel  (kierunkowy do Brazylii) 93-91130505 email kopciasty@wp.pl Krzysztof posługuje się językami: polski, portugalski, hiszpański, angielski i rosyjsk

rezerwat Flona, Brazylia, Tapajo, Amazonia, Ameryka Południowa, podróżowanie po Brazylii

0 Comments

  1. Tu Krzysiek Kopec a Alter-do-Chão. Pozdrawiam Przemka i Dorote i wszystkich ktorzy sledza trase przejazdu. Chce tylko poprawic numer do mnie: (93) 91130506. I jakby co, zapraszam do Alter! Teraz mam juz swoj domek i podworko, gdyby trzeba bylo rozbic namiot.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.